Polonista - Lektury Stanisław Wyspiański Noc listopadowa Tytuł : Noc listopadowa
Stanisław Wyspiański

scena 1 scena 2 scena 3 scena 4 scena 5
scena 6 scena 7 scena 8 scena 9 scena 10

SCENA I

Korytarz w Szkole Podchorążych,
przez cala sceny szerz szeroki,
do pół drugiego planu w głąb:

Z lewej księżyca zieleń wpada
przez oknu ścianę szklaną;

pośrodku brama, nad tą, bramą
chorągwi czworo w pęk złożono;

giwery w rzędów dwa pod ścianą.
Noc - wieczór - pusto; - szum od pola,
z Łazienkowskiego parku...
Warta gdzieś stąpa - słychać kroki.
Na kozłach bębny, dwa moździerze
i kopczyk kul, i szpada.

Podziemiu prysną wraz ościeże:
w tym korytarzu wstaje Dziewa,
hełm z kitą na jej karku,
prawicą włócznia, tarcz jej lewa;
jej pierwszy głos i rola.

Ze spiżu czerwony kask kryje jej lica,
a oczy jej gorą w przyłbicy;
jej szata się łyska w odblasku księżyca;
tarcz wielka na złotej pętlicy:
Egida srebrzysta, przez ramię rzucona,
wężami szeleści żywemi.
Wężami ciążące podźwiga ramiona
i spisę wbija do ziemi.
I głosem zawoła, aż gromem uderzy,
ze ku niej skrzydlatych chór dziewek nadbieży,
a każda na skrzydłach niesiona.

PALLAS
Do mnie! Do mnie! Do mnie!!
Zwycięskie duchy w orli lot
powietrznym szlakiem
biegajcie we wichrowym szumie;
potrząsam władnym znakiem!
Wy wszystkie razem,
mężobójczym sprzysięgło żelazem,
co byt poświęcacie dumie;
na szczytach Hymetu, Ossy
Słońc ślubujecie niezłomnie!
Ze szczytów Pelijonu
biegajcie, biegajcie tłumnie,
śmiertelnych żądne zgonu.
Oto stawiłam grot!
Hej, ku mnie, ku mnie, ku mnie!!

(gromy)

Ty, co zwyciężyłaś pod Maratonem.
że Ateny radosne nowiną;
ty, co zwyciężyłaś pod Salaminą,
że Pers smagał morze rózgami,-
że w złości nurzał się w pył;
ty, co byłaś pod Termopilami;
ty, coś wiodła Aleksandra pod Tyr
przydając mu Achillesowych sił;
ty, którą wieść wędrownych lir
pod Troją wsławiła Hektorem;
ty, co wiodłaś Cezarów Romy,
że świat zeszli taborem
wszerz i wzdłuż.
Gdy gasły gwiazdy Północy,
ty, coś Sławie przydała mocy;
ty, coś zwyciężała Teutony,
gdy Witołd, jako Ares, szalony,
odbywał kąpiel krwi;
coś wiodła Boży-Bicz w łunach
we chwałę przekleństw ognistą,
że zachwiał się krzyż
śród miasta siedmiu wzgórz,
gdyś we światło rzuciła miot lwi!
Do mnie sam! Do mnie w piorunach!

(pioruny)

Przyzywam was władnym znakiem,
na Egidy złoto, kość i spiż;
zaklinam przez Noc wieczystą,
kędy was siłą pchnąć mogę,
na Słońce zaklinam palące,
na Zewsa kędziory straszliwe,
na moc wężową Gorgony,
w drogę!!!

Wy, którym nieśmiertelność dam,
stawajcie żywe, przytomnie!
Powietrznym okrążajcie szlakiem!
Do mnie sam! Do mnie! Do mnie!

I otóż lecą ku niej, lecą
zwycięstwa dziwne Panie:
skrzydlate wielkim skrzydeł lotem.
Wielkim kotują w przód zawrotem,
nim w kole która stanie.

PALLAS
Ten, co z zawrotnych szczytów
Olbrzymów pchnął w głąb Tartaru
i włada w państwie chmurnym błękitów,
skąd gromem i błyskiem spada,
przeze mnie każe!
Niechaj błysk piorunowy
zapala ognie-ołtarze!
Szał być ma Aresowy!!!!
Pobierajcie z bożego daru:
Zews nawołuje sług!

CHÓR
Ares!! mój pan i bóg!!

PALLAS
Oto Ares, zwolony z pętów,
uleciał z Olimpu bram
jako burza
i opadł nad miastem sam,
a teraz przelatuje konny
i krzyczy, i podjudza, i podburza.

CHÓR
Powalim męże i poranim!

PALLAS
Lećcie za nim!!!

CHÓR
Hej! skrzydła porozwijane
nad miastem szeroko rozprężeni,
aż one uzbrojone dosiężem,
dopadniem, pochwycim siłą;
rola się stanie mogiłą
narodom; przez krew zwyciężeni!!

PALLAS
Nad ludami uderzą gromy,
chmury się zapalą pożarem,
w gruzy zapadną domy,
ogień z niebios wyleci widomy,
zaciąży Gniew!

CHÓR
Kto walczy - ?

PALLAS
Polska z Carem! - -
Powołane są i wysłane
Kery, sine dajmony,
z przeklętych nor Tartaru -
Harpije, co ssają krew
konających ....

Znacie tę Nike Fidiaszową,
jak sandał wiąże szybka,
jak ze zwróconą w górę głową
(tej brak, gdyż dzieło jest fragmentem),
wstrzymana w locie, gibka,
sandał chce splątać rozplatany,
a strój jej, taśmą nie wiązany,
z polotnych fałdów tors odkrywa
i pierś na ciele wpółprzegiętem.
Otóż to ona się odzywa
jako:

NIKE NAPOLEONIDÓW
Pod Moskwę, na gniazdo Carów,
wiodłam Cezara Franków.
W orłowej leciałam chmurze,
nad lasem sztandarów,
w górze! w górze!
Szczęście unosiło skrzydła:
Rycerzy wiodłam kochanków...

PALLAS
Odzyszczesz rycerzy kochanków:
leć...

NIKE NAPOLEONIDÓW
Nad duszami zaciążę.
Zwycięzców ramiony uniosę
na bój.

PALLAS
Leć!

NIKE NAPOLEONIDÓW
Sandały zwiążę;
biegłam z Olimpu chyża,
na twoje zaklęcia zlękła;
o olimpijskie dźwirza
uwadziłam; - ażem uklękła -

(zawiązuje sandały)
Kto będzie im wrogiem?

PALLAS
Książę.

NIKE NAPOLEONIDÓW
Oni jego pochwycą?!

PALLAS
Zdradą!!

NIKE NAPOLEONIDÓW
Nie!

PALLAS
Oni tam wlecą gromadą
i pochwycą Książęcia w półśnie.
Pójdziesz za nimi!

NIKE NAPOLEONIDÓW
Nie!! - -
Niech walczą twarzą w twarz,
niech pierś o pierś ubroczą,
niech działa na się zatoczą,
tej nocy walce wydolę,
niech wyjdą w pole!
Uderzą miecz o miecz!

PALLAS
Przeznaczeniu ty nieposłuszna;
Rzecz ma się dopełnić już.

NIKE NAPOLEONIDÓW
Ty wielka, a ty małoduszna!
Niechaj podejmą oręże
i idą walczyć, jak Bogi!
Olimpu zeszłam progi!

PALLAS
Spalę cię w ogniach rumieńca:
poznajesz Gorgony węże?!

NIKE NAPOLEONIDÓW
Nie zwolę wieńca!

PALLAS
Więc nie! - i bez ciebie poradzą.

NIKE NAPOLEONIDÓW
Nie poradzą! - Zwycięża ten, kto z nami:
patrzaj, my ze skrzydłami.

PALLAS
Trojej dobyłam tą władzą,
wstawiłam Odysa nad męże;
Księcia pochwycę jeńca,

NIKE TROJAŃSKA
Dobywcom Trojej biada,
nie zwyciężysz.

PALLAS
Zwyciężę!!
Losów dopełnić muszę.
Kajdany zejmę i pokruszę!

NIKE NAPOLEONIDÓW
Orlico, nie zwyciężysz.

PALLAS
Orlico!
Gdy rzucę tarcz strasznolicą,
drży tron Zeusa skrzydlaty orłami:
gdy widmem zatrwożę duszę,
i najmocniejszy pada.

NIKE SPOD TERMOPIL
Byłam pod Termopilami:
krocie bohaterów we krwi
zdradzieckimi zabiłam mieczami,
zdrada nie plami!!!
Gdy legną pobici zdradą,
te ręce wawrzyn pokłada.
Zamęczyłam je w zwycięskiej dumie;
padli, przykryci chmurą strzał,
w grotów zabójczych szumie,
w jarach niedostępnych skal.
Do czynu, siostry, do czynu!
Jeśli podstęp przyspieszy wawrzynu -
podstępem! -

NIKE SPOD SALAMINY
Narodom stanę się sępem;
byłam pod Salaminą!
Których losy dopełnione, niech giną.
Jeśliże za zaborem szli,
niechże je ziemia pochłonie;
jeśliże ognie ma w łonie;
na cudzymże chcą orać zagonie
i cudze plony kraść - ?
Lepiejże trupem paść,
niżal dopuścić tę właść! -
Czegoże to pragniemy?!

CHÓR
Krwi!

NIKE SPOD SALAMINY
Jak sięgniem po wawrzyny - ?

CHÓR
Przez krew!!

PALLAS
W krwi nie masz winy!

NIKE SPOD SALAMINY
Kto ludy powiedzie?!

CHÓR
Gniew.

NIKE SPOD SALAMINY
Kto weźmie wieniec róż - ?

CHÓR
Wódz!

NIKE SPOD SALAMINY
Kto on?

PALLAS
Chmurny, jak Noc.

NIKE SPOD MARATONU
Czyli będzie rówien, jak mój,
któren wzeszedł w gaju Maratonu,
we szczęku krwią płynących zbrój,
nim Helios z nieśmiertelnych dróg
przebieżał połowę skłonu.
Jego imię?

PALLAS
Wołane w skrach i dymie,
w mgławicy Napoleonidów.
On pierwszy i on jedyny.

CHÓR
Jakie jego imię - ?

NIKE NAPOLEONIDÓW
Czyny!!
Mnie jego daj i zwól;
pożądaniem jemu krew rozpalę.
Jak poznać?

PALLAS
Chodzi w chwale;
wszyscy ku niemu drżą.

NIKE NAPOLEONIDÓW
Gdzie jest?!

PALLAS
Satyry
bawią go śpiewem i grą
na teatrze.

NIKE NAPOLEONIDÓW
Satyrom skruszę liry,
przy nim stanę i w oczy popatrzę,
i krzyknę: w mieście bój!!

PALLAS
Leć, skrzydła nad nim sprząż,
unieś go i skryj w Arsenale.

NIKE NAPOLEONIDÓW
Jest mój.

PALLAS
Chwytaj i wiąż!

NIKE SPOD CHERONEI
Posępna weszła i cmentarna
i wiew przynosi grobów, blada,
i wieńce niesie choinowe,
i ciska - ręce składa -
to wznosi je tragicznie nad głowę
i jakby wieszczka rozpowiada
gestem,
wróżąca jedno stówo: biada.
Czarne welony, czarne chusty;
z zaciśniętymi idzie usty;
że cała onych Bogiń gromada
przystanęła przycichła i bada.

NIKE SPOD CHERONEI

Oto wieńce wam niosę wiązane
z choin; przystanęłam w ogrodzie
i rwałam -

NIKE SPOD SALAMINY
Chcę wieńców z róż.

NIKE SPOD CHERONEI
Róż nie ma, róże pomarły;
badyle kwiatów suche
wichry przegonne w puch starły;
z liści złotych kobierzec na wodzie.

NIKE NAPOLEONIDÓW
Chcę wawrzynu wieńców i dębu.
Jakoż zwycięstwo się ziści - ?

NIKE SPOD CHERONEI
Dęby odarte z liści.
Wichr przegnał zimną zawieruchę
nad ogrodem; - i liście opadły;
ogrody puste i głuche,
a gałązki zmartwiałe i kruche;
ni ptaków świergoty letnie,
ni Marsjasowe fletnie;
zbłąkane dzieci Eola
dmą mierzwę przegniłą z pola,
słomę dziergają na drzewa,
że drzewo jak arfa śpiewa
we wichrze miotem gałęzi;
a krzewy, co najdroższe,
w zimowej słomianej uwięzi;
a krzewy, co najuboższe,
w łachmanach sczerniałych liści.

CHÓR
Jakoż zwycięstwo się ziści - - ?

NIKE SPOD CHERONEI
Uprzołek suchy jaśminu
i perły owocu, jako łzy
duże -
krwawe po jarzębinach korale -

NIKE SPOD MARATONU
Gdy zwycięskie proporce zawarczą,
po kierz bohatery nie sięgną.

NIKE SPOD SALAMINY
Nędzą zmartwiałe badyle;
oto je stopą podepcę -
i w pierwszym ogniu spalę.
Wstaną-li to pieśniarze i ślepce
lirni - czy męże, jako spiż?!

NIKE SPOD CHERONEI
Onym te wieńce wystarczą
za róże -

NIKE SPOD SALAMINY
Pieśniarze!?

NIKE SPOD CHERONEI
Drwisz!
Będą jaśnieć przez chwilę.

NIKE SPOD SALAMINY
Jacyż ludzie?

NIKE SPOD CHERONEI
Wzrośli w mękach i trudzie.

CHÓR
Jacyż ludzie?!

PALLAS
Męże się lęgną?

NIKE SPOD CHERONEI
Na urwiskach jałowiec i sosna,
przygięta wichrem, drży ...

NIKE SPOD MARATONU
Drzewa żałoby!

NIKE SPOD CHERONEI
Siostry!
Krzew zwarzył wicher ostry
i szron bieluchny mży.
Laurów nie ma, a róże pomarły.

CHÓR
Jakoż zwycięstwo się ziści - ?

NIKE SPOD CHERONEI
Niech giną synowie moi -
kres hańbie, wstrętom, zawiści;
łza już się w oczach nie ląże,
do lotu się skrzydła rozwarły ...

CHÓR
Gdzie dążysz? -

NIKE SPOD CHERONEI
Oto po Śmierć dążę.
Obaczę ich znowu we krwi.
Pozwalasz mi znowu wstać,
poległym łoże słać.
O Pallas, Zewsowa dziewo,
jakożem dzisiaj-szczęśliwą.
O Sławo, przecz znowu mogę
dziełami znaczyć drogę.
Widziałam Maciejowice
i ległą zakłutą brać.
Na bój, na bój!
Podajcie ręce, siostrzyce:
otośmy przymierze zawarły.

CHÓR
(podają sobie ręce)
Cyt! - - - Stój.
Krzew zwarzył wicher ostry;
wylękłe, wyschłe drzewa,
w nich Eol jak w arfach śpiewa;
laurów nie ma, a róże pomarły - -

NIKE SPOD CHERONEI
Siostry!
Otośmy przymierze zawarły:
oto po Śmierć, po Śmierć dążę:
niech giną we chwale zbroi,
łza już się w oczach nie ląże.

(ujmuje za ręce Chór).

PALLAS
Ujrzycie bohatery i karły,
i wojenniki, i gachy,
i dumne, pychą pojęte,
i podle, jako gad liche,
i wyniosłe, i groźne, i ciche,
i zbrodnicze, i jako cud: święte. -
Leć! leć! w puste, w ciemne ulice!
Wołajcie, tam Ares goni,
uderzcie o dzwon błyskawice,
niech trwogą przez miasto dzwoni!
Krzyczcie: do broni!!...

CHÓR
Do broni!!!

Chór odlatuje; - zaś Pallada
ze smugi świetlnej w cień wstępuje
i kęs przystaje, czatująca. -
I tejże chwili samej wpada
Wysocki Piotr od korytarza,
od prawej biegnąc strony.
Ku drzwiom środkowym prosto bieży,
płaszcz wielki kryje go po oczy;
biegnie - drzwi pchnął do sali;
dobył szpady - i tą koło zatoczy;
płaszcza odkrył - oni już go poznali;
do drzwi się cisną: chór młodzieży;
słuchają, a on nawołuje:

WYSOCKI
Hej, bracia, dzieci, żołnierze,
za broń, za broń, za broń!
Niech każdy za giwer bierze
i ustawia się w szeregu, w podwórze.
Hej, bracia, oto budzą się burze:
za broń, za broń, za broń;
przyszedł czas, gdy zrywamy obronę,
co gardła i ręce porze,
i święcim noże!!!
Śmierć przywłaszczycielom,
tyranom,
co nasze kalają trony,
co brudem ołtarze ścielą!
Bóg wziął nasze obrony:
śle wolność ludom i stanom!
Czas pomsty za bezprawie,
czas pomsty, lećcie, żurawie,
roznieście po polach skry
z płonących chat!
Za łzy, za urąganie męce,
hej, bracia, rycerze, dzieci,
młodzieńcze sprzęgajcie ręce.
Oto godzina wybija,
gnana tęsknotą lat:
do broni, Jezus, Maryja!
Do broni za Polskę, za krew,
za lata niewoli i nędz,
za widma, upiory jędz,
co nasz obsiadły dom,
niosąc srom;
niech krzyż upiory wyżenie,
spełniajcie przeznaczenie:
Czas przyszedł, zwyciężym dziś.
Hej, dzieci, rycerskie łupy
dla was, czas iść!
Drogę zaścielą wam trupy;
to wam ratować się z toni,
wasz los od waszych dłoni,
wam serca! - Mężowie dzieła!

Już za nim Dziewa znów się zjawia
i słowem-ogniem go zaprawia,
i słowem-ogniem go porywa,
płonąca wiedźma łun straszliwa:

PALLAS
Niech płoną grody i miasta!!
Do broni, do broni, do broni!

WYSOCKI
Tyżeś to koło mnie stanęła,
we wieńcu błyskawic niewiasta:
łuną palisz się jasną...

PALLAS
Oto jestem przy tobie siostrzyca;
błyskawice w mym ręku się palą
i gwiazdy w mym ręku gasną.

CHÓR PODCHORĄŻYCH
Patrzajcie, gorą mu lica.

WYSOCKI
Hej, naszym krzywdom granica!

PALLAS
Opętańcze mieczowy, do dzieła!!

WYSOCKI
Poprzysięgam się tobie: miecz;
zgaduję cię, radosne widziadło;
tyżeś mnie za włosy ujęła,
Córo Zewsa, dziewo nieśmiertelna;
tysiące mężów pobladło,
przed tobą upadło w pył...

CHÓR PODCHORĄŻYCH
Dla nas Sława, Sława niepodzielna!
Wyżeniem Księcia precz!

PALLAS
Patrz, jak się prężą do sił;
patrz, lecą, ja z nimi orlica;
zapalę ich duchy, jak pochodnie;
niech lecą spełnić zbrodnię;
wężami osmagam twarze.
Zaklinam je w wojennym gniewie;
zapalę, jako zarzewie;
duchy młodzieńcze obnażę,
rozedmę piersi okrzykiem,
każden wstanie skrzydlatym orlikiem
i wzięci w śmiertelnym śpiewie.

WYSOCKI
Przez krew, przez krew, wy w gniewie:
rycerze krwawego przymierza,
słuchajcie, piorun uderza
przez pierś, przez polskie serca.
Oto wszystko wam odebrał wydzierca!
Pallado! tyżeś z piorunów urosła,-
potrząsnij tarcz gromowładą,
niechaj patrzą w płomień uniesieni,
niech się luna nad nimi rumieni!
Rozedrzej piorunem mrok!

(gromy)

CHÓR PODCHORĄŻYCH
Łuna się na niebie uniosła - !

WYSOCKI
Zapamiętajcie rok
trzydziesty,
dzień dwudziesty dziewiąty
listopada:
dzień wzeszedł dla was, ta noc!

(łuna)

PALLAS
Wam dana potęga i moc!

WYSOCKI
Wskrześnijcie, mściwce!
Krzepcie się, orężna gromada!

PALLAS
Zdobywcę!
Tratujcie, depczcie Centaury!

WYSOCKI
Na moim stawajcie Słowie:
Do broni!

PALLAS
Jutro laury!!

CHÓR PODCHORĄŻYCH
Każesz iść, o ty oczekiwany,
mówiono, że przyjdziesz k'nam.

PALLAS
Na Słowo pękają kurhany.
Wam duch, latami wołany,
poima serca łańcuchem;
kto się oprze tej wolej serdecznej,
tego tarczy uderzę obuchem
i męce przekażę wiecznej.
Oto głos, co wam woła: Sława!
Hej, stado orłów szeleści,
powietrze skrzydłami porą,
łuna tęczą ogniową je pieści.
Niechaj duchy płomieniem zagorą!
Miecz świętość, miecz twoja Sprawa,
Los w wasze ręce dan.

CHÓR PODCHORĄŻYCH
Rozkazuj!

WYSOCKI
Bierzcie za giwery -
oto stoją rzędami u ścian;
chwyć w lot;
czas ucieka, trza nam chyżo do wrót,
nim was ubiega.
Jest tu cała hurma Moskali,
co wrót strzegą.
Trza, by was nie poznali;
trza nam wpaść na koszary na Solcu;
to tam się pali szopa
opodal przedmiejskich kopców
i to jest umówiony znak.
Iluż was tu jest chłopców?
Stu sześćdziesięciu?

CHÓR PODCHORĄŻYCH
Tak!

WYSOCKI
Są wszyscy?

CHÓR PODCHORĄŻYCH
Wszyscy są.
Patrz, pełnią się korytarze ...

WYSOCKI
Dostajecie do działania część lwią:
trza rozbroić trzy pułki ułanów,
most zająć, omylić straże.
Dam naboje, sam sprawię waćpanów.
Potem zejdziem na miejski szlak.

(do nowych, którzy nadbiegli)

Imać za broń!

CHÓR PODCHORĄŻYCH
Za broń!!

WYSOCKI
Czas mija, nie trza dzieła odwlekać.
Przelecimy koło Belwederu ku miastu,
by przedostać się do Arsenału.
Zaliwski Arsenału dobędzie.

PALLAS
(szeptem za jego uchem)
Nie zazdrosnyś-że jego udziału,
że i on sławę równą posiędzie - ?

WYSOCKI
W ogrodzie, koło mostu-posągu,
jest młodych, umówionych szesnastu;
wszystko z uniwersytetu studenty
i literaci.
Tym trza dać broń
i drogę do pałacu pokazać;
dwóch przydzielę i sam ich wyznaczę;
oni mają pochwycić Książęcia,
gdyby zechciał ogrodem uciekać.

CHÓR PODCHORĄŻYCH
Więc to dziś - to nie do pojęcia ...

WYSOCKI
Dziś dzień wyzwolin braci!

CHÓR PODCHORĄŻYCH
Leć z nami, jako orzeł z orlęty!

Już biegą, już biegą,
już nic ich nie wstrzyma,
już bronie mają w ręku;
do niego, do wodza przykuci oczyma,
śród gwaru, rumotu, śród szczęku.
Kurty w granat a żółte rabaty;
białe spodnie i białe kamasze.
Na giwerach piętrzą bajonety,
przypasują do boków pałasze,
tornistry przytroczą na grzbiety,
na krzyż pasy przez pierśne kolety.
Już się stawią we czwórki-kwadraty,
już w rząd długi wyciągli się sznurem,
a wesołym radują się chórem.

WYSOCKI
To dziś - do broni! za giwery!
Bajonety nasadzić!
W podwórzu się gromadzić,
przeć do wrót!
Żeby wrót wam nie zamkli - w lot!
Dostaniecie ładunki u bram.
Ja z wami - ja powiodę was sam!
Do broni, godzina wybiła,
przy nas Potęga, Siła.
Za wstyd, za lata niewoli,
za lata, lata łez
przywłaszczycielom kres!
Miecz wyoralim z roli.
Będziemy tym, co naszą łamali cześć,
grób grześć,
na piersi kolanem sieść
i łamać kości.

PALLAS
Będziesz nieśmiertelność mieć!

WYSOCKI
Wnijdziecie do nieśmiertelności!
Hej, dzieci, męże, rycerze!

PALLAS
Niech każdy płomieniem plonie,
lećcie gorejące pochodnie,
czwarte świątyni ościeże.
We światło przez mleczów zbrodnie!

WYSOCKI
Hej, bracia, żołnierze, dzieci!

PALLAS
Gwiazda wam wzeszła i świeci!

WYSOCKI
Bóstwo przed nami goni!

PALLAS
Do broni!!

WYSOCKI
Do broni!!

CHÓR PODCHORĄŻYCH
Do broni!!!


SCENA II

SALON W BELWEDERZE

(Dwoje drzwi z prawej. Dwoje drzwi z lewej.
W głębi potrójne okno, aż do posadzki.
Za oknami ogród-park Łazienkowski.
W oddaleniu nad stawem posąg konny biały).

JOANNA
(wchodząc)
Patrzajcie, łuna pożaru!

W. KSIĄŻĘ
(wchodząc)
Gdzie pożar?

KURUTA
(wchodząc)
Miasto się pali.

GENDRE
(wchodząc)
Nie miasto.

W. KSIĄŻĘ
Gdzie?

GENDRE
Tam, w oddali.
W dziedzińce lecą sygnały.

KURUTA
Dwa się szwadrony zerwały
i pędzą...

JOANNA
(wychodzi).

GENDRE
Konia dla Księcia!

KURUTA
Już wiodą.

W. KSIĄŻĘ
Nie - pozostanę. -
Tam - po co? - Niech ogień płonie.

KURUTA
A co by Książę powiedział,
gdy płomień drugi uderzy
i trzeci i czwarty wstanie,
i tak te czarne otchłanie
zaczną grać - ?

W. KSIĄŻĘ
Że to powstanie.

KURUTA
A tak - tak - ogień - bunt, ogień pożarny;
tak, jak rozpali się ten lud cmentarny;
tak świeże groby wystrzelą piorunem;
będziemy tańczyć trupy.

W. KSIĄŻĘ
Z Złotym Runem
na piersi; - jak kto nasze odkryje opończe,
poza stróże Carskiego słowa - wsio rycerni,
my nie będziemy umierać, lecz ginąć
albo zwyciężać; -
jak zechce Car, będziemy słynąć.

GENDRE
A jeźli Car nie zechce - ?

KURUTA
Będziem wierni.

GENDRE
(wychodzi).

W. KSIĄŻĘ
Postój sam!

KURUTA
Słuszajus.

W. KSIĄŻĘ
Ot, ty durny.

KURUTA
Ja ludzki.

W. KSIĄŻĘ
A potrafiłby ty, jak jaki kniaź Zarudzki,
porwać dziewkę? - i chcieć być Moskwie Carem sam?

KURUTA
Wy gospodyn - ja sługa.

W. KSIĄŻĘ
No, ja znam.

KURUTA
Wierny.

W.KSIĄŻĘ
Głupi zadość.

KURUTA
Mudry po rozkazu.

W. KSIĄŻĘ
Przebiegły Grek; na tonie pozna się od razu.
No - lubię gaworzyć...

KURUTA
Paplać swobodne.

W. KSIĄŻĘ
Małczaj - - - no, ruszaj won - - a służyć!

KURUTA
Niezawodne.

W. KSIĄŻĘ
A potrafiłby ty w ogień za Carem skoczyć?

KURUTA
Choćby i carski brat -

W. KSIĄŻĘ
Nóż jemu w pierś - ubroczyć
i chresty wziąć - ty zbladł?
Car skazałby powiesić wprzód,
potem by chresty kładł. -
Paszoł! - - Adieu - - masz dłoń - po kamracku.

KURUTA
Wasza miłość...

W. KSIĄŻĘ
Filozof ja - tak po omacku
szukam ludzi; człowieka zwącham w grubej skórze.

KURUTA
Dar boski wasz.

W. KSIĄŻĘ
Tak ja wam się wynurzę,
kamrat - - powiem słowo -
li nie zlękniesz się kar?

KURUTA
Diabeł bierz - cóże jest to - - ?

W. KSIĄŻĘ
...Że Książę będzie Car

KURUTA
(zaśmiał się)
Cha cha cha.

W. KSIĄŻĘ
(pchnął go)
Precz! - czego ty się zaśmiał, jak czart?

KURUTA
(milczy).

W. KSIĄŻĘ
Precz - no, nie trza służby mnie.

KURUTA
(pozostaje),

W. KSIĄŻĘ
Precz. Ruszaj do kart.
(wypycha Kurutę za drzwi)
(został sam)
(puka do drzwi na lewo)
(z tychże drzwi wychodzi:)

JOANNA
(podeszła ku środkowi salonu).

W. KSIĄŻĘ
(zamyka wszystkie drzwi)
(idzie do biurka)
Od samego rana
zwlekałem - i wczoraj cały dzień, i pozawczora,
aże do chwili tej - gdy na zegarze
dziejowym taka znaczyła się pora
dla mnie i ich godzina ta.

(uderza ręką o biurko)
Tu - list Cesarza -

JOANNA
Cara!?

W. KSIĄŻĘ
Cara brata.
I nominacja.

JOANNA
Na zbawcę!

W. KSIĄŻĘ
Na kata!

JOANNA
Co to jest - ?!

W. KSIĄŻĘ
Car oszalał.

JOANNA
Co znaczy...?

W. KSIĄŻĘ
- Milczenie,
tajemnica - wsiowładztwo - komedia - skażenie!
Otom jest....

JOANNA
W ogniu cały...

W. KSIĄŻĘ
I we krwi się zjawię,
i albo los podejmę i Polskę wybawię,
i będę czymś - nie błaznem, nie kpem, nie dworakiem,
ale Carem Polski - przez krew.

JOANNA
Ty!!!

W. KSIĄŻĘ
Polakiem.

JOANNA
Łżesz.

W. KSIĄŻĘ
Malczaj!

JOANNA
Ty łasisz się i klniesz - -

W. KSIĄŻĘ
Słuchaj - ty milcz - ja mówię świętą rzecz;
ja się zbudził od dziś - ja będę lew,
ja chcę krwi, walczyć chcę - ja poczuł krew
w powietrzu. - Będę Bóg przez ciebie.

JOANNA
Łżesz.

W. KSIĄŻĘ
Ty piękna - ciszej ty, bo ty mnie słowem gniesz.
Słuchaj mnie ty. - Jak była wielka wojna,
tak będzie teraz znów - a ty dostojna
Carowa; - - ja każę kuć koronę
dla ciebie - jako wziąłem cię za żonę.
Wojna, wojna - Polaki to są lwy.
Oni zdobędą wsio - jak lodowcowe kry,
przebojem wzdłuż i wszerz! Co? Napoleonidzi
przeszli?! A co, Polka!?

JOANNA
A serce moje widzi.
Ty śnisz - ty - co, ty knujesz - -

W. KSIĄŻĘ
Zblednie Car.

JOANNA
Przeciw bratu - ty brat - -

W. KSIĄŻĘ
Wot rzucił na cię czar.
Wiesz ty? - Jedyne słowo takie, jakom tu rzekł,
a Car by żywcem pasy darł i żywcem piekł,
zazdrosny Car - a ja będę nad Cara;
ja będę Polski król - i ze mną twoja wiara.
Wot co? ty zrozumiała - ?

JOANNA
Zamach.

W. KSIĄŻĘ
Wsiej czas - mój los.
A co - ja poszedł, gdzie mnie wiódł twój głos.
Polka.

JOANNA
W obłędzie ty - chcesz mnie udaniem zwieść.
Daj list - czytać mi daj...

W. KSIĄŻĘ
(otwiera biurko)
(podaje list)
Czytaj. - Co wiesz?
Plein pouvoir. - Co? - Znasz! Ha, mów, ze słowem spiesz.
Wyrzec ty - krzycz - bo w tobie gore krew.
Ty w oczach moich, ty przede mną stoisz
zbrojna nożem - ty uderz - - co...?

JOANNA
Precz.

W. KSIĄŻĘ
Ty się boisz. -
A czego ty się lękasz? W blaskach ty polska dusza,
ty we świetle, w twych oczach skry i żar, i zorza.
A chciałabyś ty - co - od morza, hej, do morza?
No, skrzydła rozwiń twe - roztaczaj ty twój lot,
nie skrywaj się - ja znam - - a to katusza -
tam ogień święty wre - ty westalka.
Cha, zgadnij moją myśl - cha - ?

JOANNA
Ty bankrot.
Chcesz naigrawać się - pójdź precz.
Ze serca, z duszy drwisz.

W. KSIĄŻĘ
Ty lalka -
ty cud - ty świętość polska ukradziona,
ty z twoim rysem dumy i bladością lica,
ty u mnie niewolnica - no - ty u mnie żona -
kochaj - ot, we mnie geniusz się obudził;
ty nie zapomnij mnie - patrz, ja się zbudził;
duchem ja był ugrzęzły w nędzy i rozpuście,
padlec - ale mi świecisz, ty sławo, urodo,
ty moja - ja cię miał, przygarnął świeżo, młodo;
moja ty służebnica - daj ust - pić, ja głodny
pić duszy czystość - w uścisku rozpalić
białą lilijkę do żaru płomieni -
daj ust -

JOANNA
Puszczaj -

W. KSIĄŻĘ
Krew, lice się rumieni.

JOANNA
Puszczaj.

W. KSIĄŻĘ
Czuj moc.

JOANNA
Precz.

W. KSIĄŻĘ
- Ty będziesz chwalić
za uściski - kobieta ty - legniesz...

JOANNA
Ty cham.

W. KSIĄŻĘ
Ha - ty słaba - ty kwiat, bierz rozkosz, lubość dam. -
- Dziewka! - Ruszaj!

JOANNA
(oddala się).

W. KSIĄŻĘ
Postój!

JOANNA
(staje)
(chwila milczenia).

W. KSIĄŻĘ
(opuszcza wzrok ku ziemi)
(stoi obezwładniony).

JOANNA
(zwraca głowę ku oknu)
Czy nie wydaje się, że ot tam jacyś ludzie
stoją - ?

W. KSIĄŻĘ
(nie poruszył się)
Może to być - to i cóż? Myśl moja w trudzie.
Trzeba gwałtownie działać, rządzić, rozkazywać.
Tyle potrzeba umieć, wiedzieć, znać, przemóc na sobie.
przełamać podejrzenia - precz rozgonić cienie. -
Któż to jest moim wrogiem - ?

JOANNA
Spójrz no tam.

W. KSIĄŻĘ
Sumienie.

(ostro)

Czego chcesz?

(czule)

Pójdź no ku mnie. - Nie pragniesz się tulić?
miłość - sen - za marami gonisz po ogrodzie.

JOANNA
Spójrz no - patrz - jakieś smugi odbite na wodzie
i cień koło posągu.

W. KSIĄŻĘ
Ty marząca - luba -
ty patrzysz za cieniami - ot, mnie czeka zguba,
jeśli się duch nie wzmoże, w moc się nie rozpręży.
Dzisiaj przeczułem moc - nade mną cięży.
Innym dziś niźli indziej - nie rozumiem siebie.
Widzę wielkość i drżę...

JOANNA
Krocie iskrzących gwiazd...

W. KSIĄŻĘ
Ty myślą w niebie,
za światem -

JOANNA
Chłód.

W. KSIĄŻĘ
Po oknach cienie gonią.

JOANNA
Tam jacyś ludzie są. -

W. KSIĄŻĘ
Przystępu straże bronią.
Czytujesz Lamartina -

JOANNA
Zaczęłam dziś rano.
Harmonijne harmonie w muzyce przestworów
i ten Bóg, objawiony w kształcie wszelkich stworów.
Religijne romanse duszy nad jeziorem;
jego myśli nad ranem, myśli nad wieczorem.

W. KSIĄŻĘ
Tak więc masz idejami duszę zadumaną
i ludzi tam dostrzegasz, gdzie ich cale nie ma:
gdzie są żywi, nie widzisz.

JOANNA
Tak duszy oczyma
patrzę i wdzięczna jestem...

W. KSIĄŻĘ
Francuskiemu hrabi,
który ma sowi mózg i ma sentyment babi. -
Otoczony jest ogród sotniami żołnierzy.
Nie przejdzie nikt - no, a ty myślisz, kto - ?

JOANNA
- Nikt. - - Może drzewa tam gałęźmi trzęsą - ?
Tak wszystko kryje mrok. - -

W. KSIĄŻĘ
Łzy masz pod rzęsą.

JOANNA
To nic.

W. KSIĄŻĘ
Pokorny ja - bez gniewu - jużem rozczulony -
już całuję, przepraszam. -

JOANNA
Ten tam oddalony
posąg - coraz się bardziej uporczywie wbija
w oczy - i ciągnie ku sobie urokiem.

W. KSIĄŻĘ
Dosyć.

JOANNA
Na ogród pójdę. - -

W. KSIĄŻĘ
(tupie nogą)

Nigdzie krokiem.
Nie pójdziesz nigdzie.

JOANNA
To nie. - Już zostaję. -
O czym ty myślisz - ?

W. KSIĄŻĘ
To idź.

JOANNA
Tam. - A po co?

W. KSIĄŻĘ
Urok, czarodziej biały - świecący bohater.
Słyszysz - - ?

JOANNA
Szept.

W. KSIĄŻĘ
W gałązkach szemrze wiater.
Wszystkie się cienie na ogrodzie razem
zakołysały.

JOANNA
Cicho znów.

W. KSIĄŻĘ
Tym głazem
ty rozkochana... - ?

JOANNA
Może.

W. KSIĄŻĘ
Ja go każę zrzucić z konia!

JOANNA
Już nie patrzę. - - -

W. KSIĄŻĘ
Wysadzić go każę.

JOANNA
Ech. -

W. KSIĄŻĘ
Każę ozłocić - blachą okuć złotą.
Zmierzym się oko w oko - bohater...

JOANNA
Z hołotą.

W. KSIĄŻĘ
Małczaj!

(chwyta ją za rękę).

JOANNA
Ot żeś co jest - ?

W. KSIĄŻĘ
Ty dumą i pychą
karmiona duszo - patrz - ty bańką lichą,
skrzysz się w kolorach twych żądz niedościgłych,
jak tęcza rzucasz farby przez obłoki,
a lada wicher je zdmuchnie - pogrzebie;
roślino wiotka - polskiej oderwana glebie -
czar ciebie polski owiał - pojęły uroki - -
tak ja złamię. -

JOANNA
Ty wstrętny.

W. KSIĄŻĘ
Ot, ty kochanka.
A już krwią, już purpurą rozgorzały lica.
Pójdź.

JOANNA
Puszczaj.

W. KSIĄŻĘ
Pójdź.

JOANNA
Precz.

W. KSIĄŻĘ
Suko! Ruszaj!

JOANNA
Najświętsza Panno! - Nie - ty, nie wymuszaj.

W. KSIĄŻĘ
Zapomnisz. - Czego chciałaś? Tam - już ciebie widzę,
półomdlałą w mym ręku - z wstrętów, doniu, szydzę;
będziesz pieścić i tulić, hołubić i wołać,
cha cha - co będziesz wołać...

JOANNA
Najświętsza Panienko. -

W. KSIĄŻĘ
Precz ręce!

JOANNA
Łamiesz. O wstydzie, o męko.

W. KSIĄŻĘ
Znaj rozkosz. - Ty kobieta - jak panna wstydliwa -
godna tronu. Carowa będziesz ty...

JOANNA
(upada)

Ja nieszczęśliwa.

W. KSIĄŻĘ
Nie klnij - - nie płacz - milcz! - cicho - cicho!

JOANNA
Precz.

W. KSIĄŻĘ
Gniewna, żałosna.

JOANNA
Odejdź - ja szalona.

W. KSIĄŻĘ
Ty głupia. - Ty obłędna. - Obłęd moja siła.
Ja dziś w obłędzie lew. - Gdyby ty się paliła.
Gdyby żar - gdyby ogień, płomienie i skry
ogarnęły twą twarz - twą postać w ogniów mgły,
gdyby ty twoje ręce zarzuciła na szyję
mnie - gdyby ty...

JOANNA
Ja się w męczeństwie wiję,
mój rozum mi się mąci - krzyczysz - ty jak burza.

W. KSIĄŻĘ
Jak wichr - ja byłbym wichr, huragan...

JOANNA
Jęk z podwórza
słychać - ? czy jęk? - czy drzew to łoskot - ?

W. KSIĄŻĘ
Czar.
Ty śnij - w objęciach moich śnij - oczarowana wróżka.
Spokojność duszy daj - - daj ust...

JOANNA
Ty...

W. KSIĄŻĘ
Chodź do łóżka.

JOANNA
Daj ust - ty mój - - - o, bierz tę twoje moc -
podtrzymaj mnie - na oczach, w duszy noc,
w obłędzie myśli moje - splątane myśli, chmura,
nie widzę nic - łyskanie - szum -

W. KSIĄŻĘ
To miłość - ura!
Pocałuj -

JOANNA
Ha-

W. KSIĄŻĘ
Pocałuj.

JOANNA
Cyt...

W. KSIĄŻĘ
To nic. - -

JOANNA
Co to? - po oknach śwista - zgrzyt -
zgrzyt szyb - brzęk - szept - ktoś jęczy - czy kto łka - ?

W. KSIĄŻĘ
To wiatr północny dmie. -

JOANNA
Wichr wyje.

W. KSIĄŻĘ
W oczach łza -
ty płaczesz, łza miłosna - lubość, ty poddana,
ty kochanka - miłosna ty. -

JOANNA
Ja obłąkana -
ty mój - - ty mój. - - Kto jęczy tam na dworze?
Kto z wichrem goni tam? Kto klnie? - Przeklina - może -
ciebie i mnie. -

W. KSIĄŻĘ
Daj ust -

JOANNA
Pocałuj - skon.

W. KSIĄŻĘ
Daj ust - pocałuj -

JOANNA
Tyś dla mnie rzucił tron.

W. KSIĄŻĘ
Dla ciebie tron zdobędę, koronę dam na skroń.

JOANNA
Ty mój - kochanku - panie -

W. KSIĄŻĘ
Dam tobie królowanie.

JOANNA
W kościele Świętego Jana.

W. KSIĄŻĘ
Carstwo.

JOANNA
Korona zmartwychwstaną.
Nie od dziś to czuję i wiem,
i pragnę, chcę i drżę - ty mój -
ty zadmiesz w róg - powołasz - ty na bój!
A oni z tobą rycerze; -
zwyciężą! - Szał mię bierze. -
Kochanku - powstań ty, zdruzgotaj Cara, zgnieć!
Zapalaj burze, ognie nieć.
Kochaj - daj ust - tam pożar się rozpali.
Tam są gotowi wszyscy już! - - Powstali!!

W. KSIĄŻĘ
Co!? - wiesz!!

JOANNA
Wiem. Tam w sercach ogień wre.
Tam czekają i rwą się już. - -

W. KSIĄŻĘ
Tam?! - gdzie?!
Obłędna ty - co wołasz - ? Jaki bunt - ? Ty znasz?
Mów. - - Ty zdradziłaś się.

JOANNA
Ty patrzaj w twarz.
Cesarski szpieg. - Mój sen - ty podły - kłam.
Ty lękasz się - za tobą nikt - -

W. KSIĄŻĘ
(odstępuje od niej)

Ja sam...
To ja się zdradził - a z czym - czym ja to był?
Ty rzekła: carski szpieg: - ty żona,
ty miłość moja, mnie zabiła i zatruła,
ty z nóg mnie powaliła. -
A ja się rwał. -
Ja tam, tam, z orłami w loty chciał -
a ty - ty z duszy głębin wydobyła
podłość. - - - To ty mój wróg.
A ty zemdlała mnie u nóg
miłosna - nie - co ja wiem -
ty moja kaźń - ty boska -

(dzwoni).

JOANNA
(omdlała).

W. KSIĄŻĘ
(otwiera z kluczów wszystkie drzwi)
(przenosi ją do innych pokojów).

PANNY
(wbiegają)
(otaczają zemdlałą)
(oddalają się).

W. KSIĄŻĘ
(wbiega)
(idzie ku jednemu z pokojów)
(rozmawia z kimś we drzwiach)
(po chwili wchodzi na salon)
(obok W. Księcia wchodzi:)

GENDRE
(z pochyloną gtową).

W. KSIĄŻĘ
Ot, co ty mówisz? Na śmierć? - Generał?

GENDRE
Ot, czemu by ja nie umierał? -
Ja tchórz - a Wasza Miłość taki -
tak każdyj czełowiek tchórz - - a my łajdaki.
A niech bierze, kto chce - kto chciwy - choćby Bóg -
takoj ja rozrzutnik - niech każdy będzie syt,
czort, anioł, Boh i Car - - - a serce - cyt cyt cyt.
Ja serce miał - - cha cha - dziś mundury i gwiazdy -
a Książę gwiazdę masz - czoło mnie pali. -

(opiera czoło o pierś W. Księcia)
Daj ochłodzić kamykiem czoło. - - - Carski dar -
piękny. -

W. KSIĄŻĘ
Biedny ty durak - -

GENDRE
Tak Carstwo czar. -

W. KSIĄŻĘ
Rzewny ty - czy pijany - ?

GENDRE
Wasza miłość? -

W. KSIĄŻĘ
Obraza - ?
No - no - rzewny - już ja widzę, że rzewny,
że ty się stał przede mną sercem śpiewny.
A dla kogo ty nucisz ten serdeczny żal - ?
No, generał - tak masz tu przy boku stal,
szpada - co? - -

GENDRE
Tak kto mnie wydarł serce - ?
Ja serce miał - - czy naszli mnie mordercę,
gdy ja się duchem chwiał...?
Wszystko wziął Car - niech wziął; - tak, gdy już u grobu,
kto dziś uwolni mnie wlec się do tego żłobu,
gdzie duszom dają pić - ? gdy pragnie dusza?

W. KSIĄŻĘ
Ty chcesz na tamten świat - ty brat - ? a co cię zmusza?

GENDRE
Duch. - Tak ja tu widzę wstyd - bezczelny wstyd;
a tak ja widzę tam za grobem jasny świt;
tak ja tu widzę podłość, brud i męt,
a za grobem ja widzę czyste łzy a smęt...

W. KSIĄŻĘ
Tak ty urlop weź - poczekaj. -

GENDRE
Urlop duszy.
Daj ty zwoleństwo duszy, niech poleci
tam. - -

W. KSIĄŻĘ
Tak ty durak - weź ty teorban, dzwoń; -
ty się nudzisz. - A gdyby ciebie ja, jak Mazepę, na koń,
w step? - uczyniłbym Centaura -
przez gąszcz leciałby ty jak wichr - i jaka Laura
rozkochana by biegła z rozpuszczonym włosem
za kochankiem - - ?

GENDRE
Tak Książę dziewkę rai...

KURUTA
(wszedł cicho i szepce)
Majeste - nadbiegł właśnie ów człowiek z donosem.

W. KSIĄŻĘ
Niechże wejdzie. -

(do Gendra)
Adieu -

(do Kuruty)
A przycienić światło,
niech ślepiami nie rzuca.

KURUTA
Wiem, kto jest.

W. KSIĄŻĘ
Co mnie to?
Niczym nie jest.

GENDRE
Addio!

(odchodzi).

W. KSIĄŻĘ
Włóczęga, hołota,
człowiek podły - potrzebna nam jest jego cnota.

MAKROT
(wchodzi).

KURUTA
A ty masz dla mnie co - ?

MAKROT
Dla Księcia słowo.

KURUTA
A czemu dla mnie nie - ?

MAKROT
Dla majestatu.

KURUTA
No tak ja ci pozycję dal.

MAKROT
Więc za umową
działam - sekret.

KURUTA
Daj go katu - -

(szepce W. Księciu)

(do Makrota)
No tak co ty wynalazł - ?

MAKROT
Słowa - gesta - cienie.

KURUTA
Któż co z tego odgadnie - he - kto?

MAKROT
Złe sumienie.
Kto się boi, dla tego gest jeden wystarczy
znaczący; kto zgaduje - odgadnie z półruchu,
z półsłowa - co kto chowa utajone w duchu,
i z tym straszydłem pójdzie w noc milczenia,
a będzie tam ten potwor gospodarczy -
ten zatruje mu krew, przeźre rdzenia
i wejdzie, wpełznie jad w krwi uderzenia -
zatruje, zgnębi duszę - usiądzie na piersi,
aż przytłoczy i zaprze w noc. -

KURUTA
Tak my najszczersi -
daj rękę - no i gęby daj - a wypleć bajkę,
cożeś wynalazł, zmyślił, odgadł...

MAKROT
Szajkę.
Może się co powiedzie? - Trzeba pójść posłuchać.

KURUTA
Można pójść - ?

MAKROT
Można.

W. KSIĄŻĘ
Jawno?

MAKROT
Niewygodnie.

W. KSIĄŻĘ
I cóż tam knują - ?

MAKROT
Oni - ? - Knują zbrodnie.
Trzeba, żeby sam Książę podszedł, jak w romansie;
by mi zaufał, poległ...

W. KSIĄŻĘ
Jak na Sanszo-Pansie.
I dużo ich się schodzi?

MAKROT
Garść, partie - gromada.
To zależy. -

KURUTA
I gdzież to?

MAKROT
Kto przyjdzie, to gada
i można stan umysłu w dyjalogu czytać,
by tylko umiejętnie podsłuchać, pochwytać.
Słowa są urywane - lecz myśl jednolita.

W. KSIĄŻĘ
Tak gdybym ja tam poszedł sam...?

MAKROT
To nie wypada.
Mój ubiór wyszarzany, brudny, pfuj, jak szuja;
za dnia przyjść tu nie mogę, psami lokaj szczuje.
A żyć muszę dla dzieci - mam serce i czuję.

W. KSIĄŻĘ
I gdzież to - ?

MAKROT
Rzecz doniosła - niejawna, nietajna.

W. KSIĄŻĘ
Byłeś tam?

MAKROT
Wracam.

KURUTA
A sprytna sobaka!

W. KSIĄŻĘ
Gdzie to?

MAKROT
Na Świętojurskiej uliczna kloaka.

KURUTA
(zaśmiał się)
Cha cha.

MAKROT
Spisek odkryłem - wyjawię dowody.

W. KSIĄŻĘ
Łajdaku, coś ty chciał - ja mam pójść w łajna?

MAKROT
Tam mówiono o Księciu słowy szkaradnymi.

W. KSIĄŻĘ
I ty podły przychodzisz obrzucać mnie nimi?

MAKROT
Ja tam stałem na zimnie, o głodzie - z rozkoszą
chwytałem każde słowo; - powtarzałem [w] duchu:
Stój, postój - czekaj jeszcze, zapłacą dukatem,
dukatem płacą tym, co donos noszą.

W. KSIĄŻĘ
Co? I cóż? - Co przyniosłeś - co?

MAKROT
Ja cały w słuchu,
przy tym brudzie i wstydzie; - no, ja z tego żyję.
Książę płacisz.

W. KSIĄŻĘ
(rzuca pieniądz)
Masz. Gadaj.

MAKROT
"Pojednał się z bratem
i że to jest udane - że jest list od Cara -
i że trzeba dziś jeszcze" - ot, patrz, krople z czoła...

W. KSIĄŻĘ
Gadaj.

MAKROT
"Dziś jeszcze trzeba w pysk tego Mogola".

W. KSIĄŻĘ
Mnie!?

MAKROT
Ja tak myślę.

W. KSIĄŻĘ
Precz! - Mnie!?

MAKROT
To wyraźne -
bo oto tu są inne donosy ukaźne,
które wskazują - że się dziś - coś ma pojawić.
No, i wiadomo co - gdzie - to trza zdławić.

W. KSIĄŻĘ
Ale co!? - Co?! - Precz ty! - albo zostań jeszcze chwilę;
potem wydam rozkazy, ukaz; - ja tu mile
przepędzam czas - tak wy mnie napędzacie strachu.
Tak ja spokoju nie mam - ciągle w szachu. -
A kto mnie trzyma? - wy - tak to błazeństwo. -

MAKROT
Oni się modlić przychodzą na groby
w dnie narodowej, tak zwanej, żałoby.
Wtedy ja idę i śpiew intonuję
razem wspólnie z innymi, nawet popłakuję.
A w notesie kryjomie imiona spisuję
osób, które tam klęczą. - I tak na trop spisku
wpadam z lekka, powoli - na ich cmentarzysku,
gdy na ich głowy liście spadają zżółkniałe.
Oto tu mam notaty.

(dobywa papierów).

[W. KSIĄŻĘ]
Co - ? - Foliały całe?

[MAKROT]
Jeśli Książę przypomnieć raczy, w listopadzie....

W. KSIĄŻĘ
Listopad to dla Polski niebezpieczna pora - ?

MAKROT
Znacząca. - -

W. KSIĄŻĘ
A ty, widzę, jesteś zmora.

MAKROT
Tak teraz jest listopad - więc baczne mam słuchy.
Jest to pora, gdy idą między żywych duchy -
i razem się bratają.

KURUTA
(wybucha śmiechem)
Cha cha cha.

W. KSIĄŻĘ
(śmieje się)
Poeta.
Nowy Lamartine może? - Patrzaj - szpieg esteta.
Spisek - codziennie spisek....

KURUTA
Bo jest.

W. KSIĄŻĘ
Co dzień nowy.

KURUTA
Co dzień nowy.

MAKROT
Jest wszędzie.

KURUTA
W zawiązku.

MAKROT
Gotowy.

W. KSIĄŻĘ
A wszystko pierzchnie z rankiem - ze dniem - nocne mary
Tak wy, strachy - puszczyki dwa - ja nie dam wiary.

KURUTA
Wasza Książęca Mość nie drży - człowiek wojenny,
no, to dość; - trzeba. Książę, wydać rozkaz dzienny,
że wsio ma być spokojne - spokojnie tam w duszy:
jak usłyszę w rozkazie - tak strach się rozprószy.

W. KSIĄŻĘ
Ty żartowny.

KURUTA
Tak ja się na wszystko zgotuję.
A kto to jutro będzie pan - ?

W. KSIĄŻĘ
Tu ja panuję.
A ty mnie przy mnie milcz - o innym panu.

KURUTA
Ja miał na myśli Cara.

W. KSIĄŻĘ
Milcz.

KURUTA
I zamach stanu.
Słyszałem pode drzwiami - rozumiem, miarkuję.
Myśl genialna -

W. KSIĄŻĘ
Słyszałeś - ty - ja cię zakuję
w kajdany.

KURUTA
Tak się dowie Car.

W. KSIĄŻĘ
Car się nie dowie.
Ja cię owinę szarfą - szpieg - wszyscy szpiegowie,
precz wy ode mnie, precz - krew mi wyssali,
krew moją carską żłopać przyszli tu i tu chłeptali,
duszę wy moją brali w szpon; - piekła szatani,
i wlekli w noc. - - -

(wypędza obydwóch)
Ja sam - - skąd czekać mnie zwiastuna?
kto wyzwoli z mąk - - ? -

(widać lunę)
Co to? - - Pożarna łuna
- gaśnie - zapada - - - znów snop iskier bucha.
Cisza - - i coraz noc - - i pustość głucha.

(dzwoni)
A co?

OFICER SŁUŻBOWY
(wchodzi)
(salutuje)
Raport złożony - pożar ugaszony.
Na Solcu płonie szopa pusta - trochę słomy.

W. KSIĄŻĘ
Słomiany ogień - zgasł. -

OFICER SŁUŻBOWY
Cztery szwadrony
powróciły.

W. KSIĄŻĘ
Pożaru powód - ?

OFICER SŁUŻBOWY
Niewiadomy.

W. KSIĄŻĘ
Jak to - ? - Ha - nic - - tak - nic nie wiadomo;
tak - że to wszystko nic - - kto ma łakomą
duszę - - - czego? - - co?

(do Oficera)

Rozpędzić straże.
Niech idzie wszystko spać.

OFICER SŁUŻBOWY
(salutuje)
(wychodzi).

W. KSIĄŻĘ
(klaska).

LOKAJE
(wchodzą).

W. KSIĄŻĘ
Gasić lichtarze.


SCENA III

POD POSĄGIEM SOBIESKIEGO

GOSZCZYŃSKI
Wiatr dmie, że ogród cicho łka
za każdym liści szelestem....

1 GŁOS
Idą.

2 GŁOS
O, teraz słychać gwar...

3 GŁOS
W pałacu gasną sale.

GOSZCZYŃSKI
Zapada mgła. - - Ty jesteś, bracie?

1 GŁOS
Jestem.

GOSZCZYŃSKI
Policz nas.

1 GŁOS
Szesnastu ludzi.

GOSZCZYŃSKI
Po drzewach jakaś arfa gra
i ogród jęczy tłumem mar.

1 GŁOS
Jeźli się Książę obudzi...?

2 GŁOS
A jeźli nie przyjdą cale - ?

GOSZCZYŃSKI
Niepokój, ogień piersi żre,
jak Harpia; złość ssie krew.
Przysięgi, jako słowa czcze;
na marne poszedł siew.

1 GŁOS
Już idą...

GOSZCZYŃSKI
Słyszę.

3 GŁOS
To szum drzew.

1 GŁOS
Nie przyjdą.

GOSZCZYŃSKI
W ogród wstąpił czar.

1 GŁOS
Będziem wszystko bić w łeb,
w łeb i na odlew z obu stron.

GOSZCZYŃSKI
Gałązki obsiadł lśniący szron
i coraz gęstsze smugi mgły.

1 GŁOS
Już idą - -

2 GŁOS
Czy to ty?

1 GŁOS
Tak ciemno.

GOSZCZYŃSKI
Ulituj się, ty Boże, nade mną; -
Sądzisz, że już koszar dopadli?

1 GŁOS
Tak sądzę.

GOSZCZYŃSKI
Ta cichość mnie zabija. -
Nie wraca nikt.

1 GŁOS
Wicher szumi.

GOSZCZYŃSKI
Czas mija.

1 GŁOS
Na zimnie stoję godzin dwie.

GOSZCZYŃSKI
Milcz. - Ogień piersi pali,
ręka się niecierpliwa rwie.

1 GŁOS
Byleśmy się tam w paląc dostali,
tego łotra z pościeli zwlec.

2 GŁOS
Co powiesz, jakbyśmy go porwali - ?

l GŁOS
Co powiesz, jeźliby zdążył zbiec - ?

3 GŁOS
Mgieł gęstwa na ogród spada.

GOSZCZYŃSKI
Stoimy jako orłowie w chmurze.
Drzewa szepcą - miotem gałęzi,
a krzewy w słomianej uwięzi
przystanęły, równie jako my,
w oczekiwaniu i lęku.

3 GŁOS
Idą mgły.

GOSZCZYŃSKI
Wicher powiał szumem....

CHÓR
Ogród gada.

Przystanęli tak bohaterowie młodzi
na ogrodzie w bolesnej zadumie.
A oto przy drzew śpiewnym szumie
posąg staje we świateł powodzi.

GOSZCZYŃSKI
Wszakże on wskazuje - - tam.

NABIELAK
W stronę Belwederu wskazuje.

GOSZCZYŃSKI
Jak gdyby rozkaz daje nam.

NA BIELAK
On wie i czuje
to, co czujemy my.

GOSZCZYŃSKI
Widzisz - ręka mu drży.

NABIELAK
To księżyc cień rzucił liści
i cień liści przemknął po ramieniu.

GOSZCZYŃSKI
Jak śnieg on biały w tym odzieniu...

NABIELAK
Wskazuje tam, a patrzy żywym okiem.

GOSZCZYŃSKI
Przykuł mnie wzrokiem.

NABIELAK
On wie i czuje.

GOSZCZYŃSKI
Patrz - drgnął - to. koń się wspina - !

NABIELAK
To cienie drzew.

GOSZCZYŃSKI
Bije godzina.

Przystanęli tak bohaterowie młodzi
na ogrodzie w bolesnej zadumie,
a oto przy drzew śpiewnym szumie
niewiast dwie pośrodkiem przechodzi.

Idą środkiem, śród młodych szeregu,
idą wolno ujęte uściskiem...
Nie powstrzymać tajemnic w ich biegu...
Noc ta dziwnym przemawia zjawiskiem:

DEMETER Z CÓRKĄ KORĄ ŻEGNA SIĘ:

KORA
Powiedzie mnie Orkus w noc,
w świat ciemny wichrów, burz;
nie zaznam słońca już,
nie zaznam twoich ust, twych ócz;
o matko, żegnaj dziecię.

DEMETER
Żegnaj mi, dziecię, żegnaj, córo;
Orkus cię czeka, Orkus wzywa,
musisz zejść k'niemu nieodbycie;
zejdziesz w kraj śmierci, poślubiona,
kędy cię żenię Moc straszliwa,
Moc niezbłagana, bezlitosna.
Pomnisz, pamiętasz wielą laty,
jakom płakała lubej straty
i skargi wodziłam żałosna.

KORA
Orkus mnie wzywa, idę żona,
przez letni jeno czas szczęśliwa,
gdy z tobą, matko, bliska tobie; -
a oto dzisiaj znów w żałobie,
drogą, co wiedzie do podziemu,
idziem i płaczem obie.

DEMETER
Pocałuj usta, całuj oczy;
tak-że się smutkiem lice mroczy
i całun biały cię otula,
a przedsię róż z twych lic nie płoszy - ?

KORA
O matko, przykrać ta koszula,
którą przywdzieję, ślubna jemu,
przemieszkująca tam w pustoszy.
O matko, przykreć to wezgłowie,
które podadzą służebnice,
gdy legnę w jego łożnice.
Jakoż uchylę moich losów?
Orkusa miłość jak oddalę?
Ja Orkusowi ślubowana,
czarem miłości zniewolona;
oto się już tajemnie palę
i oto już tajemnie płonę,
bym jego uznała pana,
a on przytulił mnie żonę.

DEMETER
O córo, żegnaj ukochana;
matczyne serce pogardzone;
już mnie nie trefić twoich włosów,
ostatni raz twe plotłam kosy;
już mnie nie stroić tobie szatki,
już idziesz precz od matki;
jeno mi dziwno, że twarz płonie,
że twoja twarz w rumieńcach;
tyżeś się stała rozkochana,
żeś w ślubnych wyszła wieńcach?

KORA
O matko, wstydem przed cię płonę,
a żar me piersi pali -
żeście mi poznać miłość dali;
wszakżeż wiedziecie mnie dziś żonę,
więc się ten płomień w licach trwali;
przetom spłoniona i rumiana,
żem, matko, mocno zakochana
i tobie wyznać muszę.

DEMETER
Jakoż te więzy twoje skruszę?

KORA
O, nie sąć one nieznośliwe.

DEMETER .
Teć więzy ciebie mi odbiorą.

KORA
O matko - letnią wrócę porą.

DEMETER
Do lata, wiosny, czekać długo.

KORA
Muszę do czasu tam być sługą
i muszę jemu żoną.

DEMETER
Pierwejże z matką twą rodzoną
być tobie wolną i dziewiczą
niż tam w podziemiu niewolniczą.

KORA
O matko, przedsięś przepomniala:
w ogniach miłości stoję cała -
czas, bym odeszła już.
Żegnaj mi - żegnaj, matko, dziecię;
z wiosną mię drugą znów ujrzycie.
Odchodzę precz w kraj snów.

DEMETER
Odchodzisz w ciemnie wichrów, burz;
nie zaznasz słońca już....

KORA
Za drugą wiosną wrócę znów.

Tu przystanęła zapłoniona,
z objęć się matki uchyli;
przejrzysta kryje ją zasłona,
a w zadumanej jej postawie
widać, ze łzami mówi prawie;
a z ócz i czoła to zgadywać,
że jakąś tajemnicę sili,
którą kazano jej ukrywać.
Łzy te, co jej do ócz się cisną,
dziwnym weselnym blaskiem błysną.
Na ustach palec położyła
i tak do matki swej mówiła:

Pamiętasz, matko, jako lecie
ustroiłam się w żywe kwiecie
i biegłam do cię w śpiewie, z pola...?

DEMETER
Spominasz darmo dzień wesoły
na dniu, gdy obie płaczem społy,
że nieodmienna tobie dola,
że giniesz dla mnie, twej macierze,
gdy cię za żonę Orkus bierze
i za Styg wiedzie, ku otchłani,
gdzie będziesz włada i pani.

KORA
O matko, Hymen mnie powiedzie
w orszaku sług na przedzie;
pochodnię smolną spali jasną.
Sługom na czoła wieńce włoży
i śpiew zanuci pochodowy,
jako mam zacząć żywot inny,
zasiadłszy tron królowy.

DEMETER
O córko, rzucasz matkę własną;
w pochodniach, które dla cię płoną,
żywoty onych gasną.

KORA
Z wiosną, gdy pierwsze lody spłyną,
gdy pierwsze wichry powioną,
wrócę i żywot zacznę nowy.

DEMETER
Rzucasz mnie - to ostatnie chwile,
jako na ciebie patrzę żywą - ?!

KORA
Ja, matko, będę tam szczęśliwą.

DEMETER
A przedsię droga to cmentarna.

KORA
Tajemnic tobie część uchylę:
Nie jestem ci ja, matko, ubogą;
bogate podziemu spichlerze:
z każdego owocu się bierze
nasienie i skrzętnie kryje;
tam przechowują się ziarna,
a jak je przyniosę na świat,
to każde kwiatem odżyje
i owoców urodzi mnogo.

DEMETER
Patrz! wszystkie pędy pomarnieją,
gdy nocą wichry powieją;
patrz, oto martwy konar drzew.

KORA
Pamiętaj, matko, wczesny siew.
Spieszno mi odejść, spieszno tam,
gdzie stróżką ziarn być mam
i zgarnąć wszystek płód.
Rzeczy tajemne tam się dzieją;
nie mogą się beze mnie stać.

DEMETER
Opuszczasz mnie, mnie twoją mać -
do serca podszedł chłód;
już idziesz, biegniesz, spieszysz....
Marnieją moje letnie chudoby;
o bezlitosna, ty się cieszysz,
a mnie ostawiasz groby.

KORA
Z tajemnic moich, matko, znaj:
Jest inny tamten kraj,
kędy są wiecznotrwałe siły;
z tych coraz nowy rośnie pęd
i wzejdą, i będą rodziły.
Tam wszelki żywot ma swój byt
i czeka, aż dlań błyśnie świt,
i czeka, aż dlań przyjdzie czas:
zajaśnieć pełnią kras.

DEMETER
A te zwarzone kędyż legną;
imże w barłogu zimnym gnić...?

KORA
Umierać musi, co ma żyć...

DEMETER
Ty na śmierć wiedziesz twe służebne!
Poznaję miłość twą przeklętą
i moc, i słowa twe wróżebne.

KORA
My oto, matko, zmartwychwstaniem
na wielkie siewu święto.

DEMETER
Już palą dla cię pochodnie!!

(Wchodzi Hymen i jego orszak z pochodniami i muzyką i otaczają Korę).

KORA
Z tajemnic moich, matko, wiedz:
Gdy wszystko żywe musi lec
pod ręką, która znaczy kres,
śmierć tych użyźnia nowe pędy
i życie nowe sieje wszędy.
Więc smutna, matko, tym rozstaniem,
ale weselna tajemnicą,
szaty przyoblekłam godnie. -
Poniechaj żalu, niechaj łez.

DEMETER
Obłędna, stamtąd nikt nie wraca;
przysięgą zguby więzisz duszę.

KORA
Gdy więzy śmierci skruszę
i zieleń pędów nowych rzucę
na niwy, łęgi, na zagony -
o matko, Bogów godna praca! -
sposobić każ lemiesze, brony...

DEMETER
Śmierć biorąc żywa, spełniasz zbrodnię!

KORA
(stała się poważna)
Zaś w nieśmiertelnych wieńcu wrócę.

MUZYKA
(weselna zaczyna grać).

DEMETER
Noc cię uwodzi w wieczność ciemną!

KORA
(stała się rozkazująca)
Pochodnie święte nieść przede mną!!
Przede mną weselne pochodnie!!!!

(Orszak muzyką weselną otacza Korę i uprowadza)
(do podziemu).

DEMETER
(przepada na ogrodzie).

1 PODCHORĄŻY
(wbiega nagle)
Piotr nas Wysocki śle.
Sam idzie.

GOSZCZYŃSKI
Gdzie?

1 PODCHORĄŻY
We mgle.
Ku koszarom kawalerii na bój.
Chce ich dopaść uśpionych co tchu.
Gdzie twoi?

GOSZCZYŃSKI
Czekają tu.

1 PODCHORĄŻY
To wszyscy?

GOSZCZYŃSKI
Tylu wystarczy.

1 PODCHORĄŻY
A reszta?

GOSZCZYŃSKI
Czekać daremne.

1 PODCHORĄŻY
Ja drogę wam wskażę do domu.

2 PODCHORĄŻY
(nadbiega).

1 PODCHORĄŻY
Wysocki przydzielił nas dwóch.
My znamy przejścia pałacu.
Strzec bacznie wszystkich wyjść,
by Książę sam po kryjomu
nie uciekł.

GOSZCZYŃSKI
Patrzaj, drga we wichrze liść
i drzewa grają szumem.
A przyniosłeś naboje, ładunki?

2 PODCHORĄŻY
W tej puszce - rozdzielcie, bierz.

GOSZCZYŃSKI
Więc Wysocki dobędzie koszary?

1 PODCHORĄŻY
By ino wpadł znienacka do leż.

NABIELAK
Gotowi?

GOSZCZYŃSKI
Gotowi.

1 PODCHORĄŻY
Za mną!
(Pada strzał w pobliżu).

GOSZCZYŃSKI
Słychać strzał!

2 PODCHORĄŻY
To Wysocki już wyszedł z ogrodu.
Wystrzałem sygnał wam dał.

GOSZCZYŃSKI
A pokłońmy się białemu królowi...

2 PODCHORĄŻY
Gotowi?!

NABIELAK
Gotowi!

CHÓR
Gotowi!
(wybiegają).

DEMETER
(wchodzi)
Gdzieżeś, córo, co byłaś mi ptakiem,
radosnym letnim śpiewakiem - ?
Zda mi się, jeszcze płacz twój słyszę
i słuchem gonię w głuchą ciszę,
i zapłakana żalem dzwonię,
i w skardze słucham własnych jęków,
jakoby twoich, córko, lęków.
A tyżeś może tam wesoła - ?
Płoniesz Hymenu płomieniami - ?
Cóż będzie, córo, z mymi dniami?
Cóż będzie z długą ciemną nocą
dla mnie, gdy cale światłem ninie
oczy twe dla mnie nie migocą
i jeden dzień za drugim spłynie,
i noc za nocą spadnie,
a ciebie przy mnie nie będzie - ?
Tyżeś już zaszła w te otchłanie,
gdzie Orkus straszny władnie,
skąd moc cię moja nie dobędzie - ?

(nawołująca)
Hekate, córko Tytana Taurydy; światłonośna niewiasto, dzierżąca pochodni dwoje - zjaw się, ty czujna wszelkim skargom i żalom; ty, co obecna jesteś, gdy matki rodzą; ty, co samotnych strzeżesz pustkowi i drogom rozstajnym stróżujesz. Zjaw się!

(Spod ziemi wychodzi:)

HEKATE
(pochodni dwoje dzierży w ręku)
Oto stoję!

DEMETER
Córkę mi wydarto, porwano i uwięziono; straciłam ją sprzed oczu, pięknolicą i młodzieńczą. Gdzie jest, gdzie zanikła, zatraciłam pamięć i nie wiem, i przeto ciebie wzywam, leć, goń, szukaj; o ty, która odgadujesz tajemnice bogów i ludzi przywodzisz do utraty rozumu i do szału, leć ty i świeć dwojgiem świateł głowni płonących, i odnaleź córkę moją najmilszą.
(oddala się w ogród).

HEKATE
Do mnie, Eumenidy lotne; wy, które zamieszkujecie Tartaru rozległe pustkowia skalne. Dalej! wy, kroczące w mroku i chmurą otoczone ciemną. Przybądźcie! Krzywda się stała!

EUMENIDY
(wychodzą spod ziemi).

HEKATE
Wy, wylęgłe z kropel krwi, padłych na ziemię czarną; ze krwi mordowanego zrodzone, a przeto krwawymi łzami płaczące.
Porwano oto pełne życie
w pełni świeżości kras
i uwiedzione w noc i grób,
i uwiedzione na rozdroża i łęgi zapadłe.
Patrzajcie, krzywda się stała:
Oto wszystko widzicie umarłe,
powiędłe i zgasłe, i zbladle;
ziemia się stalą jako trup,
drzewa obnażone z szat,
zdeptany owoc i kwiat.
Hej, wy Eumenidy lotne,
do zemsty! do zemsty, mściwe!
Krzywdy się stały straszliwe.
Zburzona spokojność chat
i cichość małżeńskiego łoża.
Szałem obejmujcie dusze,
niechaj w obłędzie krwią poją się ciała
i duch się świetli zbrodniami,
pognany w męczarń katownie.
Do zemsty! Krzywda się stała!
Zapalcie czerwone głownie!!

EUMENIDY
(Już zapalają swoje żagwie
i nagle w blasku łun czerwonym
oczy ich świecą krwią ociekłe.
Na głowach węże, w splot wiązane,
czoła im bolem prężą,
a one bolem, raną wściekłe,
wsłuchane w słowa te wołane).

HEKATE
Nie spoczniem, aż trzykroć razy
księżyc się odmieni złoty.
Poprzysięgnijcie loty
nie spocząć, wy niestrudzone,
aż krzywdy będą pomszczone.
Wojna, wojna, wam żer i wasza obiata!
Na świat, na świat, wy mściwe!
Upadajcie ludziom na pierś i kark
i ssajcie ze serca krew,
niech znają Boży gniew.
Wężami przegońcie park
i dalej, dalej i dalej,
lotami sięgnijcie świata!
Rózga niech mściwa obali!
Ziemia oto we skardze zadrżała:
Krzywda, krzywda się stała!!!!

EUMENIDY
(rozbiegają się po ogrodzie).

HEKATE
(zapada się).


SCENA IV

SALON W BELWEDERZE

(Ciemno. Na ogrodzie noc księżycowa).

GENDRE
(pijany, leży na kanapie).

LUBOWIDZKI
(chodzi po salonie).

GENDRE
Przynosisz wiadomości - ? - Masz relacje czyje?

LUBOWIDZKI
Gdy pora się nadarzy - wszystko mu odkryję.

GENDRE
Patrz - by nie było późno. - I cóż wiesz nowego?

LUBOWIDZKI
Wiem dla samego Księcia. Cóż tobie do tego?

GENDRE
Nie wiesz nic.

LUBOWIDZKI
Wiem dla siebie.

GENDRE
To i schowaj sobie.

LUBOWIDZKI
Dla Książęcia pracuję. - Zysku zazdrość tobie - ?

GENDRE
A może by partyjkę?

LUBOWIDZKI
Nie mam dzisiaj głowy.

GENDRE
To szkoda, że bez głowy wychodzisz na łowy.
Książę, choćby cię nawet przyjął najłaskawiej,
rogi, jak rogi - głowy nie przyprawi.

LUBOWIDZKI
Gadaj zdrów - chcesz wyłudzić ode mnie pieniędzy.

GENDRE
Masz dukata, łajdaku - tuczysz się na nędzy.

LUBOWIDZKI
(goni za dukatem)
Dukat zawsze dukatem, piechotą nie chodzi.

GENDRE
Najlepiej go ocenisz ty, książęcy złodziej.

LUBOWIDZKI
(odrzuca dukat w kierunku Gendra)
Przestań, pijaku, bo to mnie już nudzi.

GENDRE
Pyskuj ciszej - bo Książę jeszcze się obudzi...
(głuchy łoskot)

LUBOWIDZKI
Cóż to? Biją do bramy?! Rozwalają wrota?!

GENDRE
A cóż mnie to obchodzi? - To twoja robota.

LUBOWIDZKI
Trzeba obudzić Księcia!

(wpada do sypialni).

KAMERDYNER FRIEZE
(wpada ze drzwi w głębi)
Trzeba Księcia budzić!
(wpada do sypialni).

GENDRE
Niech Książę śpi spokojnie - na co ma się trudzić?
Co ma być, niechaj będzie. -

FRIEZE
(ze sypialni)
(wywleka W. Księcia półubranego)
(wlecze go po ziemi przez salon)
(do drzwi w głębi)
(gdzie znikają).

LUBOWIDZKI
(w sypialni)
Ha! na pomoc! Zbóje!!

PODCHORĄŻY
(w sypialni)
Masz, łajdaku! - Już uciekł!!

SPRZYSIĘŻENI
(w kilkunastu wpadają ze sypialni na salon)
(przebiegają do innych pokoi w głębi).

NABIELAK
Któż to tu wartuje?
(nastaje na generała Gendra).

GENDRE
(powalony)
Ja niewinowat - - -

NABIELAK
Milcz, ty synu wraży.

GENDRE
A czy wy wiecie, wy - czyja śmierć znaczy?
Może ta moja śmierć szalę zaważy
i napiętnuje was piętnem siepaczy - ?

GOSZCZYŃSKI
Jeśliś niewinny, winujesz się słowem.

GENDRE
Wot, słowo u was - dym. Zabij, gotowem.

NABIELAK
Chcesz, by rozważać twą śmierć - rozważyłem.
(uderza bagnetem).

GENDRE
Nieszczęście!

GOSZCZYŃSKI
Sława!

GENDRE
Przeklnij Bóg -

NABIELAK
Łajdaki.
Ty kartowniku, złodzieju...

GENDRE
Rycerzu.
Ty mordujesz; czy myślisz, że z Bogiem w przymierzu?
Znajdzie się na was sąd.

NABIELAK
Sądu nie będzie.
Od dzisiaj my jesteśmy sądem i my sędzię,
a wam się znaczy kres. - Ty wziąłeś swoje.

GOSZCZYŃSKI
Pójdź - dalej - musim przebiegnąć pokoje.
Tamci tam już pobiegli - my w te drzwi - bacz pilnie,
byśmy jak w labiryncie błędnym nie zbłądzili.

(przy drzwiach u przodu z lewej)
Drzwi zaparte.

NABIELAK
Poszarpnij.

GOSZCZYŃSKI
Ktoś trzyma.

NABIELAK
Ciąg silnie.

GOSZCZYŃSKI
Czekaj. Księżnej pokoje - może - ?

NABIELAK
Pchnijmy razem.
Słyszysz - tamci wracają - ? Czasu nie ma chwili.
Jeśli tam zdołał umknąć - ?

SPRZYSIĘŻENI
(wbiegają ze drzwi w głębi z lewej)
(przebiegają ku sypialni).-

GOSZCZYŃSKI
Patrzaj, ktoś mię sili.

NABIELAK
Kolbą we drzwi - uderzaj!

GOSZCZYŃSKI
Już klucz przekręcony
i zasuwka zapadła - osób kilka słyszę - -
odbiegają - -

NABIELAK
Uderzaj!

GOSZCZYŃSKI
Ha!

NABIELAK
Któż jest na progu - ?
(Drzwi się roztwierajq)
(pada przez nie światło świec).

JOANNA
Jestem Książęcia żoną.

GOSZCZYŃSKI
Polka.

JOANNA
Wy morderce.

NABIELAK
A jeśli łotra żoną ty - ranionaś w serce.

JOANNA
Ustąpcie - tam po moim trupie!

GOSZCZYŃSKI
Egzaltowana lalko - lwico sentymentu,
bierz uczucie pogardy.

JOANNA
Bierz uczucie wstrętu.

NABIELAK
Ukryłaś tchórza - dosięgniem - dzierż siłą.

JOANNA
Precz stąd - to podłość.

GOSZCZYNSKI
Milcz - odejdziem sami.
Niechże dla cię ostanie - twój mąż; - ty kobieta,
jeśli nie wiesz, że miłość podła ciebie plami,
żebyś piękniejsza była ty: Judyta.

JOANNA
Ja Polka - i jeżeli Bóg miłość rozpali,
to ja kocham i bronię, choć dwór mój się pali.

GOSZCZYŃSKI
Tu jest człowiek raniony.

JOANNA
(podbiega, gdzie leży Gendre)
Boże.

NABIELAK
Był omdlały.

JOANNA
A to ten - był pijany -

(Słychać strzały).

NABIELAK
Co to?

GOSZCZYNSKI
Padły strzały.

NABIELAK
Jakiś tętent...?

JOANNA
To jadą Księcia kirasjerzy.

NABIELAK
My jesteśmy tu sami - już nasi uciekli.

(biegnie ku drzwiom z prawej, w głębi).

GOSZCZYŃSKI
(biegnie za nim).

JOANNA
Nie tamtędy -

GOSZCZYNSKI
Chcesz szydzić - ?!

JOANNA
Ha, bądźcie wy wściekli,
rycerze czynu - - - ocalę rycerzy.
Przez te drzwi!

(wskazuje drzwi sypialni).

NABIELAK
Więc tam nie ma!?

JOANNA
Spiesznie!

GOSZCZYŃSKI
Już w podwórzu!
(wybiegają).

JOANNA
Ha, trup we drzwiach sypialni.

W. KSIĄŻĘ
(wbiega z głębi, z lewej)
(przypada jej do nóg)
Polka - Polka!

JOANNA
Tchórzu!

W. KSIĄŻĘ
Wolałabyś ty mnie zagrać notturno
sentymentalne nad popiołów urną,
gdyby ja padł - ?

JOANNA
Jak padł twój wierny.

W. KSIĄŻĘ
Mój wierny pies - - zsiniały, tak już - czerny.
Ha - a! - Wywlec go precz!

LOKAJE
(wynoszą ciała Gendra i Lubowidzkiego).

JOANNA
Zawiążcie mu rany.

W. KSIĄŻĘ
Pomarł już - takoj sczezł - wot, posiekany.
Tak bym ja byt... Wyrzucić - trup - trup - zimny, siny.
Poszedł. A diabeł tam spisuje jego winy.
Przegrał! - Ja jeszcze gram - stawka ostatnia.

OFICER KIRASJERÓW
(wchodzi)
(salutuje)
Wasza Wysokość. Wsio buntowszczyki uciekli.

W. KSIĄŻĘ
Uciekli!! - Cha cha cha. - A on - ten z posągu?
Uciekł takoj? - A!

(głos mu się łamie).

OFICER
Kto? Wasza Cesarska?

JOANNA
O kim ty mówisz?

W. KSIĄŻĘ
Wot - koń jego parska
pianą i wyrzuca mnie krew na koszulę.
On na koniu, sam śnieżny król - wskazał buławą,
a koń kopytem w pierś - w pierś moją bije -
tratuje mnie - na moje wdarł się loże!
A rycerz, król z kamienia krzyknął: Heliodorze!!!

(przypada do ziemi)
Ratunku!

KURUTA
Do stu diabłów.

JOANNA
Jezus Maria! mdleje!

W. KSIĄŻĘ
Czujecie wy woń siarki w powietrzu? Wonieje - -

LOKAJE
(przynoszą ubiory W. Księcia).

1 LOKAJ
(podając)
Wasza Cesarska Mość....

2 LOKAJ
(podając)
Wasza Wysokość....

1 LOKAJ
Niech Wasza Miłość wdzieje - rękaw - drugi...

2 LOKAJ
(podając)
Ineksprimable Waszej Wysokości...

1 LOKAJ
Wstęgi...

2 LOKAJ
Gwiazda.

1 LOKAJ
Szpada.

W. KSIĄŻĘ
Kto wy jesteście - ?

1 LOKAJ
My pokorni...

2 LOKAJ
Sługi.

W. KSIĄŻĘ
Myślałem - że koło mnie szatański śmiech gada.

JOANNA
Uspokój się -

W. KSIĄŻĘ
(kładzie na głowę pióropusz)
Spokojna ty! - Żmijo - cudowna!
Ty byłaś w zmowie z nimi.

JOANNA
Z kim? - Pleciesz, głupcze.

W. KSIĄŻĘ
Z nim! - Ty byłaś w zmowie! - Z białym królem.

JOANNA
Ach, drwisz szydersko - gdy pierś moja bólem
się pełni, za ten czyn spełniony -
że to są moi.

W. KSIĄŻĘ
Bracia!!!

JOANNA
Ty szalony.

W. KSIĄŻĘ
Szalony ja. - Wiesz, z kogo ja szaleństwo wziął?
(dobywa szpady)
Ja wyjął dzisiaj miecz - - i będę klął!

SZWADRON WOJSKA
(wchodzi do salonu).

W. KSIĄŻĘ
(komenderuje)
Stać tam!

JOANNA
Wydaj rozkazy!

W. KSIĄŻĘ
Polska czarownico.
Któż to piekielnym ogniem ogrzał twoje lico?
Nadzieja! Węże, żmije w oczach twych się prężą.
Ty może myślisz, że oni.....

JOANNA
Zwyciężą!

W. KSIĄŻĘ
Polska... ty polska krwi, przeklęta jędzo!
Ty myślisz może, że oni mnie.....

JOANNA
Wypędzą!!

W. KSIĄŻĘ
Ha! -

(biegnie ku niej)
(by uderzyć ręką).

JOANNA
(mdleje)
(opadając na ręce panien).

W. KSIĄŻĘ
Vraiment - c'est une dame.
Je deviens Polonais - i chcę bić, jak cham.

KURUTA
(salutując)
Generał Potocki - na czele swego pułku - jest - otoczył domek - i sprowadził działa.

W. KSIĄŻĘ
(w przerażeniu)
Otoczył!! Staś Potocki?!

KURUTA
(śmieje się)
Nie - idzie z pomocą.

W. KSIĄŻĘ
Z pomocą? - Podły - ach, charmant garcon.

STANISŁAW POTOCKI
(wchodzi)
Bon soir, mon ami, cher prince?

W. KSIĄŻĘ
Que dit-on
de moi? - - Varsovie va se taire!
On parlera de vous aupres de 1'empereur!
Donnez l'ordre! mon vieux-beau - que la Pologne meurt!
Marchez - sur Varsovie - et massacrez tout!

POTOCKI
(milczy)
(posępny).

W. KSIĄŻĘ
Comment? - Tu restes muet?

(drży)
(patrzy na Joannę)
(przerażony)
(krzyczy:)

Zbudźcie ją ze snu!!


SCENA V

W TEATRZE ROZMAITOŚCI

(Scena teatrzyku. Tyły dekoracyj; głębiej kurtyna,zapuszczona. Satyry z mającego się odegrać baletu,zajęte przytwierdzaniem i umocowywaniem kulis. Aktorzy w kostiumach, w rolach zapowiedzianego wodewilu).

AKTOR
(na scenie, poza kurtyną)
(zapowiada:)
Odegrany będzie wodewil ze śpiewami!

PUBLICZNOŚĆ
(na widowni)
(poza kurtyną)
Ze śpiewami!

AKTOR
Z Kudliczem w roli Mefista!

PUBLICZNOŚĆ
Brawo Kudlicz!

AKTOR
Rzecz będzie urozmaicona kupletami
a propos.

PUBLICZNOŚĆ
Kudlicz! Kuplety!

AKTOR
Zaczynamy!

(schodzi ze sceny)
(kurtyna się podnosi)
(odsłoniła się widownia oświetlona).

PUBLICZNOŚĆ
(na miejscach parkietowych, na parterze, w lożach)
(zajęta rozmową, w grupach, obojętna wobec widowiska).

(Na scenie:)
(laboratorium Fausta).

FAUST
(czyni zaklęcia).

MEFISTO
(wychodzi spod ziemi)
(obaj rozmawiają mimicznie).

MEFISTO
(czyni zaklęcia).
(Ukazuje się:)

VENUS-HELENA
(z pucharem w dłoni).

FAUST
(klęka przed zjawiskiem).

MEFISTO
(bierze puchar z rąk zjawiska).

VENUS-HELENA
(znika).

MEFISTO
(podaje Faustowi puchar).

FAUST
(pije)
(strój jego czarny opada)
(stal się młody).

(Zapada kurtyna z gazy przesłaniając widownię)
(na scenie zmiana dekoracji)
(muzyka antraktowa).

1 SATYR
(zza kulis, wskazując publiczność)
O czym oni myślą - ?

2 SATYR
Co innego.
Nie to, co się na scenie gra.

1 SATYR
Trzeba im zagrać co nowego,
wytrzeszczą ślipie.

2 SATYR
Cha cha cha.

1 SATYR
Ja będę niby Wielki Książę.
Ty będziesz Grek, zausznik mój.

2 SATYR
(podaje frak)
Frak!

1 SATYR
(kładzie frak)
Szarfę niech mi kto zawiąże!

(rozkazując)
Łapy po sobie!

2 SATYR
(chichocze).

1 SATYR
Małczaj! Stój!
(przyczaili się za kulisami).
(Tymczasem na scenie już ustawiono dekorację)
(która wyobraża: plac przed kościołem).
(Kurtyna się podnosi odsłaniając widownię).

MAŁGOSIA
(wychodzi z kruchty).

FAUST
(zbliża się ku niej)
O piękna pani - czyli mogę
podać ci ramię - ?

MAŁGOSIA
Wcale nie.

FAUST
Chcę towarzyszyć ci przez drogę.
Jak rycerz czci chcę waszej bronić.

MAŁGOSIA
Przestańcie, panie, za mną gonić.

FAUST
Przyjmijcie ramię - mówię szczerze.

MAŁGOSIA
Odejdźcie, panie - to - uwierzę.
(przechodzą)

(tuż za nimi wkraczają na środek sceny Satyry)
(przygrywka).

1 SATYR
(udaje W. Księcia)
Cóż o mnie mówią polskie dziewki?
lubieżny w oczach mają błysk.

2 SATYR
(udaje adiutanta Kurutę)
Śpiewają sobie różne śpiewki,
że Książę masz kałmucki pysk.

1 SATYR
Cóż o mnie mówią te Polaki?
szczekaj, bo masz przemyślny łeb.

2 SATYR
Że Wielki Książę taki, siaki...

1 SATYR
Jaki?!

2 SATYR
Ze Wielki Książę kiep.

1 SATYR
Któż to powiedział?

2 SATYR
Nie pamiętam.

1 SATYR
Zasługi order złoty dam.

2 SATYR
(wskazuje w publiczność)
Spójrz Wasza Miłość, fotel - ten tam.

1 SATYR
Chłopicki!

2 SATYR
Właśnie, on to sam.

PUBLICZNOŚĆ
(powstaje z miejsc, zaciekawiona).
(Zapada kurtyna z gazy przesłaniając widownię)
(na scenie odbywa się zmiana dekoracji).

SATYRY
(zmykają za kulisy)
(przygrywka antraktowa).

AKTOR
(zirytowany, biega po scenie)
Kortyna przecież miała zapaść
natychmiast, skoro odszedł Faust!
Gdzież chłop, co tu przy korbie stał?!

1 SATYR
Widzisz, spostrzegli naszą napaść.

AKTOR
Zdawało mi się - że ktoś grał?!

1 SATYR
Zdawało mu się!

2 SATYR
Głupi gap!
Nie poznał moich kozich łap!

AKTOR
(do statystów)
Proszę się schodzić do baletu!
Uważać dobrze, jak dam znak!

1 SATYR
(do innego Satyra)
A nie zapomnij dać kaszkietu.
Spostrzegnę niby jakiś brak.
To będzie niby legionista,
w szeregu będzie sobie stał;
ja będę klął do diabłów trzysta
i szlify w złości rwał.
Ty na to wejdź i chrząknij tak:
(chrząka)
Hm, hm.

(Tymczasem ustawiono na scenie dekorację)
(która wyobraża: plac publiczny)
(kurtyna się podnosi odsłaniając widownię).
(Na scenie: mieszczanie i mieszczanki)
(przechadzają się).

SATYRY
(część Satyrów poza kulisami przedostaje się do widowni)
(gdzie pojawiają się poza krzesłami publiczności).

3 SATYR
(za krzesłem Chłopickiego)
Pamiętasz na Saskim Placu,
przed frontem,
Wielki Książę Cesarzewicz dostojny
skakał i pienił się w złości,
i szlify komuś zerwał sobaka,
i nogami w błocie podeptał.
I stała się cisza taka...
A ty patrzysz opodal spokojny
i tyś chrząknął.

CHŁOPICKI.
(chrząka mocno).

3 SATYR
Tak on się nagle zwrócił, a szpada
w ręku mu niepewne zadrgała,
bo ku tobie oczy publiczności...

PUBLICZNOŚĆ
(zwraca uwagę na Chłopickiego).

3 SATYR
Poznał cię i spiekł raka,
jakby go nagle kto lontem
podżegł, pod nosem coś bąknął
i pognał precz.
Skończona była parada.

SATYRY
(śmieją się)
Cha cha - cha cha,
wściekł się bez mała.

3 SATYR
Tak on się ciebie boi, sobaka.

4 SATYR
Patrzy, a tu Chłopicki stoi.

(Na scenę wchodzą statyści w kostiumach gwardzistów)
(i ustawiają się rzędem po dwu stronach scenki)
(tworząc w ten sposób szpaler)
(dla mającego tańczyć baletu).
(Muzyka gra baletową partię).
(W tejże chwili:)

1 SATYR
(udający W. Księcia)
(wbiega z dobytą szpadą)
(równając ostrzem szpady szereg stojących gwardzistów)
(gdy spostrzega, że jeden z gwardzistów jest w kasku polskiego żołnierza, wygraża nad nim pięściami)
(zdziera mu szlify)
(rzuca je na ziemię)
(depce nogami)
(staje się cisza).

2 SATYR
(pojawia się na scenie w płaszczu wielkim i cylindrze)
(ubrany i upozowany a la Chłopicki)
(i chrząka).

1 SATYR
(udający W. Księcia)
(na to chrząknięcie zmyka ze sceny).

PUBLICZNOŚĆ
(wybucha śmiechem).

3 SATYR
(za krzesłem Chłopickiego)
Wielki Książę Cesarzewicz spiekł raka;
cała Warszawa się śmiała!

SATYRY
Cha cha - cha cha -

PUBLICZNOŚĆ
Cha cha - cha cha.

1 SATYR
(za kulisami)
Kurtyna!!

AKTOR
(za kulisami)
Co to?!!

PUBLICZNOŚĆ
Forra! Forra!!

(Zapada kurtyna z gazy przesłaniając widownię)
(muzyka antraktowa).

AKTOR
(wpada na scenę zły)
Kto się tu rządzi?!!

1 SATYR
(za kulisami)
To był zwid!!

PUBLICZNOŚĆ
(za kurtyną, na widowni)
Brawo!!!!

1 SATYR
(wchodzi na środek sceny, tryumfujący)
Publiczność woła!!

PUBLICZNOŚĆ
Forra!!!!

AKTOR
(zrozpaczony)
Teatr nam zamkną!!

SATYR
(przedrzeźniając)
A to wstyd!

AKTOR
(do Satyrów)
Przecież wy mieliście tańcować!!?

1 SATYR
(dumnie)
Ja nie należę do twych sług!

2 SATYR
(w śmiechu)
Chcesz, możesz nas zaangażować!?

AKTOR
Któż wy jesteście!!?

1 SATYR
Jestem Bóg!
Gram tak, jak mi się to spodoba!

AKTOR
Znajdziesz się za to w kozie, kpie!

1 SATYR
Ja jestem, widzisz, ta osoba,
co ludźmi bawi się!!

(Muzyka cichnie).

2 SATYR
(uspokaja Aktora)
Lecz oto scena się zaczyna.

AKTOR
(spostrzega się)
W piwnicy Auerbacha! Hej!
Ustawić z boku beczki wina!!

1 SATYR
(do innego Satyra)
Pójdź i ty maskę wdziej!

(Tymczasem na scenie ustawiono dekorację)
(która przedstawia piwnicę Auerbacha).
(Kurtyna się podnosi odsłaniając widownię).
(Na scenie: studenci pijani i jeszcze pijacy)
(siedzą na ławkach wśród beczek).

CHÓR STUDENTÓW
Haj la li la la - Haj la la la.
Haj li la la la - la la, ho!

MEFISTO I FAUST
(wchodzą wpośród).

MEFISTO
(do Fausta)
Posłuchać musisz mojej rady,
a zaraz będziesz dziewkę mieć.
Trzeba ją zdobyć.

FAUST
Słucham rady.

MEFISTO
Daj złoto, zaraz wpadnie w sieć.-

FAUST
Lecz nie mam złota.

MEFISTO
Nie z parady
moce piekielne w sobie mam.
Gdy zechcesz mej posłuchać rady,
natychmiast złoto dam.

(czyni zaklęcia).
(Ukazuje się:)
PANDORA
(niosąca w rękach kasetę).

MEFISTO
(bierze kasetę z rąk zjawiska).

PANDORA
(znika).

MEFISTO
(podaje kasetę Faustowi).

FAUST
(otwiera kasetę i przypatruje się klejnotom).

MEFISTO
W ten oto sposób człowiek wpada
w sieć, którą ja zastawiam sam.
Idź teraz do niej, będzie rada.
Gdy zechcesz, więcej dam.

FAUST
Ileż to dusz chwyciłeś w kleszcz,
uśpionych twoim darem?

1 SATYR
(w masce, wśród pijących)
Orderów co dzień spada deszcz.

2 SATYR
(w masce, wśród pijących)
Bóg Cara zrobił Carem.

1 SATYR
Dziś resztę nocy się zabawię.
Na dzisiaj wino, jutro krew!

2 SATYR
Tyrana szarfą własną zdławię!
Wesoły dzisiaj nucę śpiew!

CHÓR STUDENTÓW
Laihula - lailala,
hulahla, lilalala!

1 SATYR
Przysiążcie chować tajemnicę.

2 SATYR
Maska dziś naszą kryje twarz.

1 SATYR
Jutro dzień mężów pozna lice.

2 SATYR
Przy Księciu będziem pełnić straż.

1 SATYR
Tyrana mieczem w krwi powalę,
dzień zemsty przyszedł i dzień kar!!

2 SATYR
Nie będzie Carem Car.

CHÓR STUDENTÓW
(pijanych)
Laihulala - lailala!
hulalila - lilalala!
(Zapada kurtyna z gazy przesłaniając widownię).

(Muzyka antraktowa).
(Na scenie: zmieniają dekoracje).

AKTOR
(do Satyrów)
Ja nie pojmuję, co się dzieje!?
Ja panom każę strącić "feu".

1 SATYR
Pojmiesz nas jutro, gdy zadnieje!

2 SATYR
Pisz na Berdyczów - znajdziesz mnie!

AKTOR
(do sług teatralnych)
Proszę tych panów wziąść na oko,
niechaj mi tu nie kręcą się!

2 SATYR
(tupnął nogą w zapadnię)
(dając znak, aby otworzono).

1 SATYR
W tej chwili wpadniesz tam głęboko,
gdzie twój Mefisto skrywa się!

AKTOR
(zapada się ze zapadnią)
(na którą nieopatrznie nastąpił).
(Tymczasem już ustawiono na scenie dekorację)
(która przedstawia ogródek przed domkiem Małgosi).
(Kurtyna się podnosi odsłaniając widownię).

SATYRY
(czają się za kulisami).

FAUST i MEFISTO
(wchodzą).

FAUST
(składa kasetę na ławie okna).

MEFISTO i FAUST
(ukrywają się za krzewami).

MAŁGOSIA
(ukazuje się w okienku)
(spostrzega kasetę)
(otwiera)
(wydobywa klejnoty i przymierza)
(śpiewa)
Klejnociki, koraliki,
co ich to tu jest...

MEFISTO
Patrzaj na jej gest.
Zbliż się, przemów, rada będzie,
nie odprawi z niczem.

(nuci)
Licz, dziewczyno, koraliki,
później się policzem.

MAŁGOSIA
(do Fausta)
Miły panie, wyście dali;
czy to tylko wszystko mnie?

FAUST
Przychyl twoich ust z korali,
serce do cię lgnie.

MAŁGOSIA
Widzi mi się, miły panie,
żeście zawsze mnie kochali.
Czy kochacie ino mnie?

FAUST
Cóż się lękasz?

MAŁGOSIA
Kto to z wami?

FAUST
Mój lutnista.

MAŁGOSIA
Każcie, niech się precz oddali...

FAUST
Byśmy byli - sami...?

MAŁGOSIA
Wasz lutnista? - niech zostanie.

(w uścisku schodzą ze sceny za kulisy).

MEFISTO
(gra na mandolinie)
Przyjdzie starość, młodość mija,
z liczka spadnie wdzięk!
Kiep, kto do dna nie wypija...

(trąca struny)
brzdęk, brzdęk - brzdęk, brzdęk, brzdęk.

PUBLICZNOŚĆ
(poznała Kudlicza w roli Mefista)
Kudlicz! Kuplety!

KUDLICZ
(się kłania).

SATYRY
(pojawiają się)
(po obu bokach Kudlicza)
(kłaniają się również).

KUDLICZ
(uderza akord na mandolinie)

(śpiewa)
Je protege la loi, 1'effronterie,
enfin je vous permets de vivre;
connaissez la grace supreme:

SATYRY
"Point de reveries".

PUBLICZNOŚĆ
(zadziwiona).

KUDLICZ
(uderza akord na mandolinie)
Je protege le viol, l'escroquerie
dans des ordres qui vont se suivre.
C'est mon loyal systeme:

SATYRY
"Point de reveries".

PUBLICZNOŚĆ
(powtarza -w zainteresowaniu)
"Point de reveries".

KUDLICZ
(uderza akord na mandolinie)
(śpiewa)
Quand on vous verra fideles, reptiles,

SATYRY
(śpiewają)
Vous serez invites a la cour.

KUDLICZ
(śpiewa)
Vous pourrez marier les dames gentilles,
des dames qui etaient mes amours.
Je danserai moi-meme fleuri:

KUDLICZ i SATYRY
(śpiewają)
"Polonais, point de reveries".

SATYRY
Vive la loi, 1'effronterie;
c'est Dieu qui vous donne la raison:
"Polonais, point de reveries".

PUBLICZNOŚĆ
(zaniepokojona).

SATYRY
(kłaniają się ze sceny).

3 SATYR
(z budki suflera)
(podpowiada Kudliczowi)
Przyzwyczaić się można z czasem do niewoli.

KUDLICZ
(powtarza bezwiednie za suflerem-Satyrem)
Przyzwyczaić się można do rany, co boli;
tańcować,

3 SATYR
gdy Car każe...

KUDLICZ
Śmiać się, gdy pozwoli.

PUBLICZNOŚĆ
(powstaje z miejsc)
Co to jest? - Co on gada? To nie z jego roli!

(Nagle)
(na widowni otwierają się drzwi z ulicy do parteru)
(wysoko we drzwiach staje:)

NIKE NAPOLEONIDÓW
Do broni! Do broni!
Pókiż będziecie spać w podłej niewoli?!
Bóg Wojny przez miasto goni
i powołuje braci!!

(zstępuje po stopniach schodów, wiodących z parteru na salę).

OFICER ZAJĄCZKOWSKI
(wbiega tuż poza nią)
(z ulicy, staje we drzwiach rozwartych parteru)
(krzyczy)
Na mieście naszych mordują!

NIKE NAPOLEONIDÓW
(biegnie pośrodkiem)
(wśród foteli parkietu)
(aż staje przed Chłopickim)
(którego uderza po ramieniu)
Wstań!!!

CHŁOPICKI
(zrywa się).

NIKE NAPOLEONIDÓW
(krzyczy nad Chłopickim)
Sławo!! Wstań!
Zerwij się lotem, na bój - ty jedyny!
Czekają ciebie z mych rąk laur! Wawrzyny!!

CHŁOPICKI
Co to jest?

1 SATYR
Widowisko!

2 SATYR
Patrz! Wiążą Moskali!

PUBLICZNOŚĆ
(wstała z miejsc)
Mordują?! Wiązać! - Broń się! - Warszawa się pali!

NIKE NAPOLEONIDÓW
(przy Chłopickim)
Wstań ty i głosem gromu uderz ponad męże!
W imieniu twoim i glosie zwyciężę!

CHŁOPICKI
(dominuje głosem nad zamieszaniem)
Oddalcie się do domów w spokoju!

OFICER DĄBROWSKI
(z dobytym pałaszem)
(wkracza z ulicy od strony parteru)
(na salę)
(za nim kilku żołnierzy z giwerami i nasadzonymi bajonetami).

PUBLICZNOŚĆ
Co zaszło?!

ZAJĄCZKOWSKI
To generał Chłopicki mówi!

PUBLICZNOŚĆ
Słuchać! Cicho!

1 SATYR
Dziwo weszło wśród was i zawrzasło!

2 SATYR
Chcą wam napędzić strachu!

1 SATYR
Jakieś licho!

DĄBROWSKI
(wskazując kilku oficerów Moskali)
Aresztuję Waćpanów!

ŻOŁNIERZE
(otaczają oficerów Moskali).

CHŁOPICKI
(ze swego miejsca)
(krzyczy)
Precz stąd! Rozkazuję!
(wskazując oficerów Moskali)
Ja tych panów pod moją opiekę przyjmuję.
(do Dąbrowskiego)
Oddal się pan natychmiast! Wywiedź straż ze sali!

DĄBROWSKI
To chyba, panie, nie wiesz, żeśmy już powstali?

CHŁOPICKI
Naucz się wprzódy słuchać, gdy ci rozkaz dali!

DĄBROWSKI
Bierzesz odpowiedzialność?!

CHŁOPICKI
Milczeć! Rozkaz dany!

DĄBROWSKI
Że jesteś, generale, przez wszystkich słuchany,
niech to będzie dowodem.
(ku żołnierzom swoim)
(komenderuje)
Za mną marsz!
(idzie ku drzwiom).

ŻOŁNIERZE
(idą za nim)
(wyszli).

1 SATYR
Wyśmiany!!!

NIKE NAPOLEONIDÓW
(do Satyrów, ku scenie)
Precz stąd! - To w chwili, gdy naród do boju porwał za broń zwycięską - wy tu na teatrze!?

(wkracza na scenę wiodąc za sobą Chłopickiego).

PUBLICZNOŚĆ
Gdzie jest Chłopicki?!

NIKE NAPOLEONIDÓW
Wyszedł.

PUBLICZNOŚĆ
Wszak był tutaj z nami!

1 SATYR
Nie skłamię, jeźli powiem, że uciekł przed wami!

PUBLICZNOŚĆ
Tam mordują się! - Tam?! Gdzie?!

2 SATYR
W Belwederze!?

NIKE NAPOLEONIDÓW
(osłoniła Chłopickiego skrzydłami;)
(deklamuje ze sceny ku widowni)
"Odejdźcie! - Niech się zamkną tej sali podwoje
i niech dawny porządek zajmie miejsce swoje!"

SATYRY
(gaszą światła na scenie).

PUBLICZNOŚĆ
Patrzaj - odejdźmy - już światło pogasło.
(wychodzą tłumnie).

(Zapada kurtyna z gazy przesłaniając widownię)
(jeszcze oświetloną).

NIKE NAPOLEONIDÓW
(wypędza Satyrów)
Precz wy stąd!
(wydziera im liry i tłucze).

1 SATYR
Uciekajmy, bo wróżkę szał bierze!
(uciekają w kierunku widowni, za publicznością).

NIKE NAPOLEONIDÓW
(klęka przed Chłopickim)
Klękam przed tobą, wodzu!

CHŁOPICKI
(podnosi ją).

NIKE NAPOLEONIDÓW
Daj dłoń na przymierze!
(patrzy mu w oczy)
Gdy wszyscy ciebie szukają,
ty jeden okryty chmurą.

CHŁOPICKI
Dzieci to z ogniem igrają.

NIKE NAPOLEONIDÓW
Ty jeden okryty chmurą,
gdy wszyscy za tobą patrzą.

CHŁOPICKI
Spokojem stałaś się gładszą,
ty piękna wyniosłą dumą.

NIKE NAPOLEONIDÓW
Tłumy za tobą krzyczą,
ty nie poddałeś się tłumom.
Wielkość w twoim każdym ruchu.

CHŁOPICKI
O siostro ty, mistrzyni moja w duchu.
Z tobą przez ognie dział, przez dym, kurzawę,
z tobą na świata skraj!

NIKE NAPOLEONIDÓW
Po Sławę.

CHŁOPICKI
Hej, po Sławę.

NIKE NAPOLEONIDÓW
Sławę ty ze mną masz, ja żywa tobie Sława.

CHŁOPICKI
A gdyby pójść - ?

NIKE NAPOLEONIDÓW
Gdzie?

CHŁOPICKI
Tam -

NIKE NAPOLEONIDÓW
A to jest co - ?

CHŁOPICKI
To Sprawa.

NIKE NAPOLEONIDÓW
Nie - to uliczny wrzask - aleć go słuchać lubię
z daleka tak, ramieniem o cię wsparta,
dłońmi przesłonić twarz i słuchać,
jak tam podziemne te wulkany poczną wybuchać
i bić płomieniem w górę. -
Sprawa się zacznie, skoro ty staniesz na czele,
od ciebie rzecz zależy jedynie;
ty jeden najśmielszy w wierze,
ty jeden najśmielszy w czynie;
ciebie naród wodzem wybierze
i miłość całą swą w tym jednym zawrze synie.

CHŁOPICKI
Gdy naród się zachwieje - ja mocą go postawię.

NIKE NAPOLEONIDÓW
Na wyżynach zwycięstwa ja zwycięstwo sprawię.
Już widzę, jak zwyciężasz, wódz!

CHŁOPICKI
Z mojej to woli.
Jeśli zechcę,
buławę w dłoń pochwycę sam.
Orły w mój rydwan wprzęgnę
i kędy zechcę - sięgnę.

NIKE NAPOLEONIDÓW
Po dyjadem - dyjadem tobie dam.

CHŁOPICKI
Gdy zechcę - dyjadem twój złoty
zedrę i wezmę sam.

NIKE NAPOLEONIDÓW
Otoś godzien miłości, ty dumny.

(Światła na widowni powoli gasną).
(Słychać szum).

CHŁOPICKI
A to co słychać - ?

NIKE NAPOLEONIDÓW
Skrzydeł przelot szumny.
Siostry to moje lecą przez powietrze.

CHŁOPICKI
Po szybach wicher gra - brzęczą na wietrze.
To siostry twoje biegną?

NIKE NAPOLEONIDÓW
Orlice! - Ja tu z tobą, ty ze mną.

CHŁOPICKI
Przebiegły i skrzydłami zatrzęsły nade mną?
Ty jedna ze mną?

NIKE NAPOLEONIDÓW
Ty wódz jedyny.

CHŁOPICKI
Zwyciężę, skoro zechcę.

NIKE NAPOLEONIDÓW
Rzucę-ć pod nogi plon tej nocy,
tej nocy miasto ci oddam - chcesz?

CHŁOPICKI
Nie chcę.

NIKE NAPOLEONIDÓW
A chcesz pamięci po tobie?
Tej jednej zyskasz godziny!!

CHŁOPICKI
Jako?

NIKE NAPOLEONIDÓW
To ze mną graj.

CHŁOPICKI
O co?

NIKE NAPOLEONIDÓW
O twoje czyny.
Wymienię ci i wskażę
tryumfu górne szlaki,
czyn po czynie - ty dobądź kart.
Wszak masz przy sobie karty. - Daj.
Gdy wybierzesz jako krew czerwone
karowe albo kiery,
zwycięstwo masz zapewnione;
zaś czarne karty wyrzucone,
to bitwy i pozycje stracone.
Chcesz - graj. - Usiądźmy. - Rzuć!

CHŁOPICKI
(rzuca kartę).

NIKE NAPOLEONIDÓW
(patrzy w kartę pochylona)
Trzeciego dnia będziesz pierwszy, wygrana!
Patrzaj, trzy znaki czerwieni.
Trzy będą to twoje dni. - Co dalej?

CHŁOPICKI
(rzuca kartę).

NIKE NAPOLEONIDÓW
Patrz, znowu czerwień się pali,
wschodzi łuna płomieni
nad Warszawą -
ty się przejmujesz Sprawą!

CHŁOPICKI
(rzuca kartę).

NIKE NAPOLEONIDÓW
Upadłeś! - Książę ucieka.

CHŁOPICKI
(rzuca kartę).

NIKE NAPOLEONIDÓW
Upadłeś!

CHŁOPICKI
(rzuca kartę).

NIKE NAPOLEONIDÓW
Powracasz znowu! - -
(zadaje mu kartę)
A teraz, pomnij: wiktoria
na polach pod Warszawą?!
Chwila to niedaleka.
Rzucaj kartę i bierz!

CHŁOPICKI
(rzuca kartę).

NIKE NAPOLEONIDÓW
Przegrałeś!
(zadaje mu kartę)
Zwycięstwo w obozie Księcia
i Książę obezwładniony?!

CHŁOPICKI
(rzuca kartę).

NIKE NAPOLEONIDÓW
Przepadłeś!

CHŁOPICKI
Daj mi pole otwarte.

NIKE NAPOLEONIDÓW
(przyzwala głową).

CHŁOPICKI
(rzuca kartę).

NIKE NAPOLEONIDÓW
Przegrałeś! - Bledniesz!

(łuna za oknami widowni)

CHŁOPICKI
Tam gore!
Niech będzie na jedną kartę!
(rzuca kartę).

NIKE NAPOLEONIDÓW
Przegrałeś!
(rzuca karty na ziemię)
Addio amore!

(odbiega).

CHŁOPICKI
(upada na krzesło).


SCENA VI

W MIESZKANIU LELEWELA

(Duży pokój na pierwszym piętrze. Z lewej dwa okna.
Drzwi w głębi, wiodące do sieni. Z prawej drzwi do pokoju obok.
Ściany żółte, pokryte szafami z półek prostych, na których stosy książek nie oprawionych.
Stół, kilka krzeseł, kanapa.
Na stole lampa, przyrządy pisarskie i rysownicze, blachy i rylce, medale,monety).

LELEWEL JOACHIM
(siedzi pochylony nad stolikiem)
(w ręku trzyma monetę i szkło zwiększające)
Czyja to może być moneta - ?
Napis już prawie nieczytelny.
B, O, - Bolesław - ale który?

(odkłada monetę)
(bierze książkę)
Dla porównania weźmy dzieło...

(słychać pukanie)
(ze sieni wpada:)
BRONIKOWSKI KSAWERY
(zdyszany)
Jesteś, kochany? - - biegiem pędem
i ledwom dopadł rogu Freta.

(Tuż za nim przez uchylone drzwi wchodzi:)

HERMES
(przystaje u drzwi).

BRONIKOWSKI
Wiesz, co się dzieje?!

LELEWEL
Ciszej. - Cicho. -
Tam -
(wskazuje na boczne drzwi z lewej)
Tam mój ojciec stary - kona.

BRONIKOWSKI
Rzecz rozpoczęła się spragniona.
Byt zaczęliśmy nieśmiertelny.
Podchorążowie już powstali
i wzięli Księcia lub zabili.
Rząd trzeba złożyć, i tej chwili.

LELEWEL
Co mówisz?! - Dawno się gotuję; -
lecz dziś - gdy chwile policzone; -
ty wiesz, co dla tej Sprawy czuję. - -
Gdy każda jego dzisiaj chwila
może ostatnia być - - zmęczenie -
bezsenne noce - wczoraj - dalej -
już od tygodnia - jak nikogo
nie widywałem.

BRONIKOWSKI
Dzisiaj rano
przysięgę od nich odebrano
w kościele - czynił to Nabielak.
Nabielak stanął na ich czele.
W tej chwili w ruchu miasto całe.
A jutro już....

LELEWEL
Dzień nowy - !
Z dawna - tak - byłem już gotowy -
lecz dziś - co mówisz - nic nie słyszę,
bo tam - tam jestem cały słuchem,
bo - lada chwila - - tam jest siostra -
czuwa - więc cicho mówić muszę,
bo zasnął chwilę. - - - W tym, co mówisz,
ciężar ogromny spadł na duszę.

BRONIKOWSKI
Aleś ty jeden jest, człowieku,
konieczny. - Zebrać trzeba ludzi.
W chwili tej, gdy się naród budzi,
ty nie chcesz wziąć na siebie grzechu
niedbalstwa?

LELEWEL
Innych macie.

BRONIKOWSKI
Tyś przyrzeczenie składał, bracie.
Natychmiast zwołaj - spisz ich listę.
Poniechaj sprawy osobiste,
bo to jest rzecz ogromnej wagi,
to się stać musi.

LELEWEL
To się stanie,
co Bóg zakreślił w swojej woli,
nie to, co człowiek zaś ma w planie.

BRONIKOWSKI
Pan nie masz prawa.

LELEWEL
Serce boli.
Bóg wprzódy inne skreślił prawo.
Tu moje prawo - dziś, w tej chwili
od loża ojca pójść nie mogę.
Nie pójdę nigdzie. -

BRONIKOWSKI
Czyś oszalał?!

LELEWEL
Nie będę mojej duszy kalał,
i tom pamięci ojca winien,
żem przy nim zostać dziś powinien.
Bóg, co ojczyznę z martwych wskrzesza,
snadż sam mnie skazał dziś w odstawę
i innym w ręce daje Sprawę,
a mnie z tej winy dziś rozgrzesza.

BRONIKOWSKI
Mam odejść z niczem?

LELEWEL
Z niczem - z niczem.

BRONIKOWSKI
Z jak strasznym mówisz to obliczem - - ?
Ja tu biegłem i wbiegłem zdyszany,
bom sądził, że rozum zastanę,
że Pallas, że wróżka Ulissa
u ciebie przebywa z Egidą -
a widzę, że nie słuchasz Pallady,
tylkoś wylękły, tylkoś blady,
nie rączy, jako człowiek czynu.

LELEWEL
Nie najdziesz u mnie Pallady,
nie najdziesz u mnie nadziei.
Przez myśli moich ognisko
cień przemknął się z Cheronei;
przetom wylękły, przetom blady.
Nie najdziesz Pallady, nadziei.
Raczej, to widzę, Hermes nagi
wszedł i u wrót tych z wężem czeka,
by duszę wieść człowieka,
gdyby dziś martwe ojca ciało
w mym ręku syna - tam ostało.
Dopokąd Bóg ten wrót mych strzeże,
dostępu nie ma tu Bóg inny.
Sądź przeto, bracie, czym jest winny - ?
Dzisiaj nic nie wiem, nie pamiętam.
Wszystko na dzisiaj we mnie zmarło
i łzy.... ściskają....

BRONIKOWSKI
(odchodzi).

LELEWEL
Bądź zdrów. -

(słucha pode drzwiami pokoiku ojca)
(wraca do stolika)
(usiada)
(bierze monetę i szkło zwiększające)

Bolesław - ale który - ?
Napis - i rycerz na koniku -
z mieczem i tarczą - gwiazda z boku.
Wykopalisko. - Przerysuję.
Z rysunku łatwiej wymiarkuję. -
(rysuje)

Cięży głowa.
Niejasno widzę. - Kształt się gubi.
(przestaje rysować).

HERMES
(idzie w kierunku pokoiku bocznego).

LELEWEL
(zamyślony)
Któż - ? Czartoryski - ja - Niemcewicz. -
Lubecki może - ? - Rzecz się złoży.
Sejm trzeba zwołać. - - Palec Boży. -
Chłopicki! - - Sprawa się zaczyna.
Późno.

(patrzy ku zegarowi)
Już dziewiąta godzina.

HERMES
(wchodzi we drzwi z prawej)
(do pokoiku ojca Lelewela).

LELEWEL
(wstaje)
(chwieje się)
(idzie do okna)
(stoi chwilę przy oknie)
(odchodzi od okna)
(ku stolikowi)
(usiada)
(zegar poczyna bić dziewiątą).
(Ze drzwi z prawej)
(wychodzi:)
HERMES
(prowadząc starego Ojca Lelewela).

OJCIEC
(idący za Hermesem ku drzwiom w głębi)
(zatrzymuje się w pół drogi)
(poza krzesłem syna).

OJCIEC
Nie czekaj, stamtąd nikt nie wraca.
Żywemu tobie żywa praca.
Nie czekaj - jestem marny cień
i zgasnę, skoro błyśnie świt.
Padam, jak pada stary pień,
skruszały, zgnębion wielą lat.
Bierz jeno żywą szybką myśl
i gotuj Czyn, i sposób Czyn
spólnością, zgodą kurnych chat.
Goń szybką myśl - myśl lotny puch,
przegania wichrem świat.
O spiesz, o spiesz, myśl lotny puch,
gnana w przestrzeniach wichrem burz.
Ockniesz się jutro w klątwie strat,
a wtedy pojmiesz głębie win:
czym będzie jutro, czym jest dziś,
gdy błyśnie szary świt....

LELEWEL
(zadumany)
Jak starożytny grecki mit,
nieznany mężom życia bieg
i niezgadniony kresny czas,
gdy Kloto dzierga krosien ścieg.
Dzisiajże starzec ciężko legł,
gdy się obudzą żądza mas
i pędem rwie, i naprzód rwie
spólnością wszystkich klas.
Trzebaż, abym ja ognia strzegł,
a ręce moje załamane
u wrót grobowca, który sypię
ojcu - mnież cieszyć się na stypie?

OJCIEC
O, żegnaj, lice zadumane -
żegnaj, w dalekie idę kraje
na elizejskie ciche gaje
i wzrok się myli, oczy lsną
i ledwie syna cię poznają,
bądź zdrów - o, nie plam ty się krwią - !

LELEWEL
(wstaje)
Czemuż to ręce załamane?
Mój czyn - tam - znak - ostatni kres,
tam krew - mój ojciec kona tam
i ja w ustawnym żalu łez.
O precz - o precz - wyzwolin mnie,
bo mię ten ciężar łzawy gnie.
Ja nie chcę łez - chcę krwi, chcę krwi! -
- Ojcze!

OJCIEC
O, nie plam ty się krwią -

LELEWEL
Chcę krwi - ach, głos - czyj szept, czyj cień
Po szybach wicher brzękiem gra,
na ulicach się huragan zrywa.
Tłum ludzi pędzi - tam, to tu -
Zmęczonym tak - o, snu - o, snu -
bezsennych nocy tyle,
a tam się obudzą za chwilę,
tam wstają, gonią, rodzą myśl,
budują państwo - ognia żec! -
O, czemuż mnie nie wolno biec - ?

OJCIEC
Odchodzę precz, odchodzę precz -
próżno mnie twego serca strzec.

LELEWEL
Dzielą poczęli dziś część lwią.

OJCIEC
Synu, o, nie plam ty się krwią.

LELEWEL
Wolność, dziś święto, dzisiaj czyn.
Myśl lotny puch - ulata precz -
tam Polska już poczęta rzecz.

OJCIEC
Byłeś mi wdzięczny syn...

LELEWEL
Precz Izy, precz smutku, precz, precz żal;
już myśl poczęła wielką rzecz,
myśl lotna, ścigła - precz łzy, precz...

OJCIEC
We wieczność idę, w dal.

LELEWEL
Potęgę sił mi tęgich daj!
Przemóc obawy, troski, znój,
biec tam, gdzie ma się zacząć bój,
a Polska państwem letnich snów!

OJCIEC
(oddala się ku drzwiom w głębi, za Hermesem)
W spokojów wiecznych idę gaj.
Bądź zdrów, bądź zdrów, bądź zdrów.
(przepada we drzwiach).

LELEWEL
(odwraca się)
(spostrzega drzwi otwarte)
Ha! Co to - !? Czy kto przyszedł znów
mnie wzywać - co to? - Pusta sień.

(Z pokoiku z lewej wchodzi)
SIOSTRA LELEWELA
(znużona).

LELEWEL
(patrząc na nią)
Mój ojciec!!! -

(w kierunku drzwi)
Ojca mego cień!

SIOSTRA
(wskazując drzwi pokoiku)
(niepewne cicho)
Śpi - śpi - -

LELEWEL
(cicho w myślach)
Wiem, wieczny to już sen.

SIOSTRA
Nie śmiałam dotknąć skroni, czoła. -

LELEWEL
(chce coś mówić).

SIOSTRA
Ciszej. - -

LELEWEL
Głos zbudzić go nie zdoła.
Duch jego odszedł już daleko.

(wchodzą oboje do pokoiku ojca)
(skąd tejże chwili Lelewel wraca).

SIOSTRA
(wraca i zatrzymuje się w progu pokoiku)
Patrz, łzy z przymkniętych powiek cieką...

LELEWEL
Ostatnie jego do nas słowa...

SIOSTRA
Był ktoś u ciebie - wejść nie śmiałam,
lecz uchyliłam drzwi na chwilę.
Odeszłam odeń tylko tyle,
co was u drzwi słuchałam.
Prot właśnie nadejść miał w tej porze,
więc chciałam z nim prześcielić łoże,
bo sama nie byłabym w stanie... -
Skończyła się już nasza trwoga -
gdy odszedł duch do Boga.

(Przez otwarte drzwi z korytarza wpada:)

PROT, BRAT LELEWELA
(przejęty radością)
(gdy ma wybuchnąć potokiem stów)
(z wieścią z miasta)
(słowa mu giną i martwieją na widok brata i siostry)
(stojących bez ruchu).

NIKE SPOD CHERONEI
(wbiega tuz za nim)
(i przesłaniając go ręką w gwałtownym ruchu)
(mówi za niego:)

Radość wam wróżę!
Umarli biorą róże!!
Mrą wasi wrogowie
i waszych świętości stróże
walczą! Idą w honorze!
Więzy zerwane!

Śmierć kosi! Przez ten dom dąży!
Zbudź się ludom chorąży!
Śmierć tobie wzięła trud
i ciężar, co ciąży.
Zbrój się w męczarni ducha!
Tam krew i zawierucha!! - - -
Czyż wy zdeptać miłości niezdolni?! -
Wy dziś już - wolni!!

(Bębny wojsk przechodzących daleko w ulicach).


SCENA VII

W ULICY

(Wąska uliczka wiodąca od głębi ku przodowi; tyły domów, mury ogrodów.
Dwie ulice wiodą w bok, jedna z prawej, druga z lewej.
Na rozstaju ulic latarnia. W głębi widok się otwiera na szeroką ulicę:
Krakowskiego Przedmieścia).

PALLAS
(stoi w uliczce wąskiej)
(patrząca ku głębi).

WOJSKO
(przechodzi oddziałami w głębi z prawej ku lewej, wciąż w jednym kierunku)
(bębny biją).

PALLAS
(skrada się ku wylotowi uliczki)

(nawołuje)
(udając komendę)
W lewo zwrot!

PORUCZNIK CZECHOWSKI
(idący główną ulicą wśród oddziałów)
Naprzód marsz!

(zwraca w ulicę wąską).

ODDZIAŁ CZECHOWSKIEGO
(odłącza się od głównej kolumny)
(wkracza w uliczkę wąską za dowódcą).

PALLAS
(kroczy przed nimi).

CZECHOWSKI
Gdzie wiedziesz?

PALLAS
Do Arsenału!
Za tobą mnogie pójdą roty.
Uderzę ogniami szału.
Na loty, na loty, na loty!

CZECHOWSKI
Za tobą. Boża dziewico,
o Pallas!

PALLAS
Ja za przyłbicą
duch nieśmiertelnej siły.
Chodź, ty mój miły.
Jakież twe imię? Niech słyszę:

CZECHOWSKI
Czechowski.

PALLAS
Twe imię Sława ukołysze.
Twój dzień jedyny, ta noc jedyna.
Ojczyźnie twej zyskałam syna!
w drogę!

CZECHOWSKI
Naprzód marsz! Wiara!
Skończone królestwo Cara!
Do Arsenału!

(przechodzą w uliczkę z prawej)
(bębny).

PALLAS
(zwraca się ku głębi)
(bo spostrzega, że)
WOJSKO
(przechodzi znów główną ulicą w dawnym kierunku)

PALLAS
Hej! Stójcie - tam kto są? Gonią?
Hej - Przesłoniły drogę skrzydłami.
Stójcie, ja z wami!
Gdzie dążycie?
Tu idzie o wasze życie.
Prowadzą was na zdradę!
A wy gonicie rade.

ARES
(wśród wojska, w głównej ulicy)
Do Belwederu!

GENERAŁ ŻYMIRSKI
(na koniu, wśród wojska, w głównej ulicy)
Do Belwederu!

ARES
Trupami zaścielę pole!
Zwycięstwo biorę nad tłumem!

PALLAS
Rozłączasz się z rozumem.
Szaleństwem oszołomiony!

ARES
Grajcie, trąby!

ŻYMIRSKI
Hej! Bęben, sygnały!

NIKI
(lecą na skrzydłach)
(ponad głowami żołnierzy)
(w kierunku przechodzącego wojska).

PALLAS
Oszalały! oszalały!
(cofa się ku przodowi).

WYSOCKI
(wbiega z uliczki, z lewej)
(spostrzega Pallas)
Ha, ty moja!

PALLAS
Ha, ty mój!
Jużeś pierwsze zwycięstwo wziął!

WYSOCKI
O, patrz, jako mię kirasjer ciął;
a tu na licu, patrzaj -

PALLAS
Rana!
Krew świeża, pozwól wyssać, pić.
Ty Sławą będziesz żyć!

PODCHORĄŻOWIE
(wkraczają z uliczki, z lewej)
(zatrzymują się).

PALLAS
Oto słuchaj, tam oni,
kolumny mnogie rycerzy,
w zaślepieniu idą na Belweder.
Ares, Ares szalony je goni.
A córy moje skrzydlate
we chmurze nad ich głowami,
nad wojska zwartą kolumną.
Jeden tylko głosu słucha mego,
z jedynego tego jestem dumną.
Ten głos mój posłyszał tajemny
i z nocy korzysta ciemnej,
i w boczną wiedzie ulicę
swój huf.

WYSOCKI
Gdzie szedł?

PALLAS
Ten poszedł do Arsenału.
Co tchu tam lećcie, a tłumom
rozdajcie bronie! Rwać bramy!
Słyszycie mnie!?

PODCHORĄŻOWIE
Słuchamy!!

GOSZCZYŃSKI
(wchodzi z uliczki, z lewej).

BELWEDERCZYCY
(wchodzą za nim).

PALLAS
A zasię teraz ja sama,
działająca świadomie,
zezwolę, by Ares uwierzył,
że zwyciężył. Tak z wami jedynie
dobędę Arsenału
i zamknę dla Księcia miasto.
Ares będzie mym więźniem w domie,
w królewskim pustym pałacu,
gdzie się będzie cieszył niewiastą.
Wtedy pójdę doń i Słowem zbudzę.

STANISŁAW POTOCKI
(w głębi)
(wchodzi z ulicy głównej)
(zbliża się).

GOSZCZYŃSKI
Ktoś idzie - ?

PALLAS
Ktoś dostojny.

WYSOCKI
Stój!

POTOCKI
(z daleka)
Ty stój!!

WSZYSCY
(przystanęli).

POTOCKI
(zbliża się)
(poznał Podchorążych)
Dokąd to, dzieci?!

PALLAS
Gwiazda na czołach nam świeci,
gwiazda Bożej dumy.

WYSOCKI
Pójdź z nami, panie Potocki!
Gdy orzeł wzleciał nad nami!

POTOCKI
Milcz!! Każę!

WYSOCKI
Generale, nie żartuj z honorem!

POTOCKI
Nie ty stróżem mojego honoru!

WYSOCKI
Nie ujmuję Waszmości waloru.
Chcę, byś ty nam był wzorem.
Byś był pierwszy pośród bohaterów.

POTOCKI
Awanturnik.

NABIELAK
W łeb kulką!

WYSOCKI
O panie Potocki.
Na kolanach cię prosimy.
(klęka).

PODCHORĄŻOWIE i BELWEDERCZYCY
(stoją nieporuszeni).

POTOCKI
(się uśmiecha).

WYSOCKI
Błagam.
Pójdź z nami. - -

POTOCKI
(milczy).

WYSOCKI
Milczysz - ?

PODCHORĄŻOWIE
Pójdź z nami.
(klękają).

POTOCKI
(odwraca się).

WYSOCKI
Milczysz - ?

PODCHORĄŻOWIE
(powstają).

WYSOCKI
Więc sami!
(nawołuje)
Dzieci, hej, bracia, laury do podziału!
Do Arsenału! Do Arsenału!!
(wychodzi)
(wyprowadzając oddział Podchorążych)
(oraz Belwederczyków)
(w uliczkę małą, z prawej).

POTOCKI
(pozostał)
(zadumany).

PALLAS
(staje przed Potockim)
Ktoś ty jest? - że oni ciebie żądają.
Czyliś ty znaczny i możny?
Jakążeś ty znaczony potęgą,
że stajesz wprzek moich dróg?
Z czyichżeś ty sług?

POTOCKI
(marszczy brew).

PALLAS
Czyli ty chcesz, by twoi przelewali krew
marnie?
I ty sądzisz, że ciebie nie ogarnie
ten lot orłów,
którychem ja pobudziła.
A wieszże ty, jaka jest siła,
co się dzisiaj w nocy przesila?

POTOCKI
(opuszcza głowę, zasępiony).

PALLAS
(włócznią uderza go po głowie)
Zapamiętaj się w twoim rozumie.

ZALIWSKI
(na czele oddziału żołnierzy)
(wchodzi z małej uliczki, z lewej)
To noc, niech kule biją.
(komenderuje)
Formuj front! - W lewo zwrot!
Marsz!!

PALLAS
Gdzie?!

ZALIWSKI
Do Arsenału!

PALLAS
(wskazując Potockiego)
Patrz!

ZALIWSKI
Kto tu jest?! Hasło! Stój!

POTOCKI
(nieporuszony)
Kto? ------- Swój.

ZALIWSKI
(poznaje)
(salutuje)
(komenderuje)
Prezentuj broń!

POTOCKI
(dobywa szpady)
(komenderuje)
Uchwyć za broń! - Baczność! - w prawo zwrot!

ZALIWSKI
Idziemy do Arsenału!

ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
(usłuchał komendy Potockiego)
(i stoi odwrócony).

POTOCKI
Naprzód marsz!

ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
(poczyna iść)
(w uliczkę ku głębi).

ZALIWSKI
(staje przed oddziałem swoim)
Gdzie?!!

POTOCKI
Milcz!!

ZALIWSKI
Tam droga do Belwederu! - Zdrada!!

POTOCKI
(odsuwa Zaliwskiego szpadą)
Ot, służę - to moja szpada.

GŁOS
Moskale! Patrol żandarmów!

ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
(cofa się ku przodowi).

PATROL ŻANDARMÓW ROSYJSKICH
(pojawia się w głównej ulicy).

ZALIWSKI
(do swoich)
Formuj front! Zejmij broń! W rękę broń!

POTOCKI
Stój!

ZALIWSKI
Zmierz się! Cel!

POTOCKI
Stój!

ZALIWSKI
Cel! PAL!

ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
(strzela w głąb).

PATROL ŻANDARMÓW ROSYJSKICH
(wkracza w uliczkę wąską).

OFICER ŻANDARMÓW
Hurra! Cel! - Hurra! Pal!

ZALIWSKI
(do swoich)
Na ziemię!

ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
(przypada do ziemi).

PATROL ŻANDARMÓW ROSYJSKICH
(strzela ku przodowi).

POTOCKI
(który stał nieporuszony)
(ugodzony)
(pada).

ZALIWSKI
Podnieść się! - Bajonet!
ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
(nakłada bajonety)
Naprzód marsz!
Naprzód leć!

PALLAS
Naprzód!

ZALIWSKI
Wiara! Tnij!

OFICER ŻANDARMÓW
Cel! Pal!

(Padają strzały)
(wielu z oddziału Zaliwskiego upada).

ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
(z bajonetami wchodzi ku głębi w uliczkę).

PALLAS
(biegnie ku głębi)
Krwi! krwi!

PATROL ŻANDARMÓW ROSYJSKICH
(cofa się)
(wyparty w głąb).

ODDZIAŁ ZALIWSKIEGO
(znika w ulicy głównej).

POSPÓLSTWO
(z uliczki, z lewej)
(wlecze po ziemi Makrota).

CHÓR
Szpieg! Szpieg! Powiesić, rozedrzeć, mordować!

MAKROT
Zmiłujcie się! Zmiłujcie się!

CHÓR
Szpieg! Szpieg! Powiesić, rozedrzeć, mordować!

MAKROT
Zmiłujcie się! Zmiłujcie się!

MŁODY GENDRE
(w mundurze oficera rosyjskiego)
(wbiega z uliczki, z prawej)
Stójcie! Stójcie!

TŁUM
(zatrzymuje się).

MAKROT
O ty miłosierny!
(czepia się nóg wybawcy)
(wpatruje się w pochylonego nad sobą)
(nagle:)
A wiecie, kto to jest?! To syn obwiesia,
najpodlejszego łotra syn. Przy Wielkim Księciu
jest jego ojciec przybocznym na służbie.
Zabijcie go!
(rzuca się na młodego Gendra)
Ty psie! Ty psie! Ty psie!

MŁODY GENDRE
(dobywa pałasza).

TŁUM
(odbiera mu pałasz i tamie).

MŁODY GENDRE
Ojcze! - A!!!
(upada)
Ojcze - - -

MAKROT
(stoi nad trupem)
(ogłupiały).

GŁOS
Teraz kolej na cię!

MAKROT
(nasłuchuje)
Stójcie! - Ktoś jedzie? - - -

TŁUM
(słucha)
(oczekują).

MAKROT
Kareta po bruku!

(Wjeżdża kareta).

MAKROT
(rzuca się ku karecie)
Kto jedzie!?

WOŹNICA
Jenerał Nowicki!

MAKROT
Hę? Kto, mówisz, jedzie?

TŁUM
(otacza karetę).

MAKROT
Patrzajcie! Chresty na piersiach na przedzie!
Zdrajca! Ty zdrajca Lewicki! Znam ja cię!
Cha cha cha, przedajniku! Będziesz wisiał, bracie!
(Pada kilka strzałów).

MAKROT
Och - trup! - trup!

1 GŁOS
Wyciągnąć trupa!

POSPÓLSTWO
(wywleka trupa z karety).

2 GŁOS
Zobaczcie, kto to?!

WOŹNICA
Nowicki generał!
(zeskakuje z kozła).

2 GŁOS
Za Lewickiego zabit! - Nieszczęście! Szlachetny poległ za zdrajcę!

WOŹNICA
(wyprowadza konia w boczna uliczkę).

1 GŁOS
Kto rzekł, że to zdrajca!?
Kto nazwiska pomylił?

2 GŁOS
Wieszać!

TŁUM
(wskazując Makrota)

To on!!

2 GŁOS
Zdrajca!
We krwi mu wytrzeć pysk!

TŁUM
(rzucają się na Makrota)
(przewracają na ziemię i wleką)
Niech wisi w górze!
Naści pij! Na latarnię! Krew, krew, krew na murze!

(porzucają trupa w ulicy)
(oddalając się w ulicę główną).
(Popod murami skradają się:)

KERY
(przypadają ku trupom leżącym)
(pochylają się nad trupami)
(ssające ich krew).

CHÓR
Ssaj z piersi wszystko złe,
jad wszelki wypij z ran.

KERA
(pochylona nad trupem Makrota)
Ten mój.

KERA
(pochylona nad trupem Potockiego)
Ten mój.

KERA
(pochylona nad trupem młodego Gendra)
Ten mój.

KERA
(przypadła nad trupem Makrota)
(ssąca krew)
To szpieg.

KERA
(przypadła nad trupem Potockiego)
To wielki pan.

KERA
(przypadła nad trupem młodego Gendra)
To nędzarz.

KERA
(nad trupem Makrota)
Wyssaj ból
i tul, i pieść, i tul.

KERA
(nad trupem Potockiego)
Gdy zejmiesz duszy jarzmo,
gdy wyżresz z duszy grzech,
poniesiem je na ostrów,
na śmiech.

KERA
(nad trupem młodego Gendra)
Na śmiech.

KERA
(nad trupem Makrota)
Na śmiech.
(W uliczce, w murze ogrodowym)
(słychać u furty przekręcanie klucza)
(furta się otwiera)

(wchodzi:)
KSIĄŻĘ ADAM CZARTORYSKI
(zatulony w wielki płaszcz)
(rozgląda się)
(pozostaje w cieniu pod murem ogrodu).

KERA
(nad trupem Potockiego)
Ktoś idzie....

KERA
(nad trupem młodego Gendra)
Człowiek żywy.

KERA
(nad trupem Potockiego)
Pod murem wstąpił w cień.

KSIĄŻĘ ADAM CZARTORYSKI
(postąpił kilka kroków)
(we światło)
(nasłuchuje)
(bada)
(zamyślony),

KERA
(nad trupem Potockiego)
Wystąpił.

KERA
(nad trupem młodego Gendra)
Mówi.

KERA
(nad trupem Potockiego)
Myśl swą waży.

KS. CZARTORYSKI
Korona - - - -

KERA
(nad trupem Potockiego)
O koronie marzy.

KS. CZARTORYSKI
(zadumany)
Gdzie pójść - ?

KERA
(nad trupem Potockiego)
Myśl swoją miej na straży.

KS. CZARTORYSKI
(rozgląda się)
By w głąb mej duszy się nie wdarli,
uniknę - - -
(chce iść w kierunku ulicy)

KERA
(nad trupem Potockiego)
(wznosi głowę)
Słyszą. - -

KS. CZARTORYSKI
(zatrzymał się)
(pochylił się, by zbadać)
(by dostrzec)
Kto!?

KERA
(nad trupem Potockiego)
(podnosi się)
(z ust jej ciecze krew)
Umarli!


SCENA VIII

W PAŁACU ŁAZIENKOWSKIM

(Przedsionek pałacu z kolumnadą).
(Zwiędłe krzewy i cyprysy).

BOGINIE ZWYCIĘSTWA
(prowadzą Aresa jako Tryumfatora).

CHÓR BOGINEK
Zwyciężyłeś zwycięstwem Boga.

ARES
Przygiąłem opornych do stóp.

CHÓR BOGINEK
O piersi dumy ich uderza twoja ręka,
na karku pychy ich spoczęła twoja noga.
Pobrałeś rycerski łup.

ARES
Oto zbroja od upałów pęka.
Pot z liców ocieka kroplami.
Podajcie pić.

CHÓR BOGINEK
Zwyciężyłeś nad mnogimi ludami.
Po tej kąpieli krwawej
odrodzą się i poczną żyć.

ARES
Zdejmijcie zbroję, co krwawi.
Zdejmijcie z oczu kask.
Rozpłomienić domostwo ogniami.
Dziękczynne zapalić kadzidła
Zewsowi za wielość łask.

BOGINIE
(podają mu pić).

ARES
Nie wprzódy pucharu nachylę,
aż ojca obiatą zasilę.
(przyjmuje puchar)
(wylewa część napoju na ziemię).

BOGINIE
(zapalają ognie na trójnogach)
(pałac się rozświetla).

ARES
Czyjaż to ta siedziba pusta?

CHÓR BOGINEK
Polski ostatniego Augusta
dom, stawion Hellenów sztuką.

ARES
Przecz serca nie stało wnukom
tu mieszkać - ?

CHÓR BOGINEK
Puste pokoje.

ARES
Rozewrzeć na scież podwoje!

BOGINIE
(otwierają drzwi główne pałacu)
(w głębi ukazuje się:)

EROS
(stojący w drugiej sali, okrągłej).

CHÓR BOGINEK
Jakiż to chłopiec młody?
Rumieńcem krasne jagody.
Łuk dłonią ujął złoty
i złotą strzałę waży.
Onże stoi na straży
w opustoszałym domie.
Kto jesteś piękny młody?
Czy Cypryda ciebie urodziła,
żeć tyle przydała urody
i lice dziwem okrasiła?

EROS
(zmierza się łukiem)
(godząc w pierś Aresa).

BOGINIE
(wchodzą w głąb pałacu).
(Z głębi pałacu wiodą ku Aresowi)

JOANNĘ
(ubraną w wielki welon biały)
(i suknię białą w gwiazdy).

CHÓR BOGINEK
Wiedziem do cię miłośnicę,
bierz miłosny dar.
Patrz, lubieżna Afrodite
wstaje ze śmiertelnych mar.

ARES
(patrzy na Joannę)
To blednie, to się płoni.

JOANNA
Eros mnie k'tobie goni.
Eros, Eros mnie ściga.

ARES
Cyprys mnie w tobie obdarza,
rumieńców licom przydaje.

JOANNA
Miłość rumieńców przymnaża.
Któż to mnie z nędzy dźwiga?

CHÓR BOGINEK
Cyprys, wszechwładna Afrodite,
przydałać godną świtę
i przykazuje kochanka.

JOANNA
Ja słusznej woli poddanka,
Erosa moc poznałam
i uwiedziona wojny znakiem,
na mieczów igrzysko wstałam,
i jestem oto tu z orszakiem.

ARES
Pójdź, jakoś dla mnie przeznaczona.

JOANNA
Miłością k'tobie pałam.

ARES
Cyprys cię zseła niezwyciężona.

JOANNA
Przez wstyd mój i hańby pożyte
ty pomścisz mej niemocy.

ARES
Rycerze mnogie zabite
do twego rydwanu zaprzęgnę
i wszystkie zlękłe dosięgnę.
Patrz, oto wieńce zdobyte.
Pobrałem wszystkie tej nocy.

JOANNA
Złotem te wieńce uwite,
nie mego to kraju listowie.

ARES
Zdobyłem potęgą mocy:
teć biorą bohaterowie.

JOANNA
Ciebie ja to pragnęłam,
ciebie kocham.
W nędzy i lęku się gięłam,
że w nocach bezsennych szlocham,
a teraz jużem wesoła.

ARES
Rozpogódź, dziewo, czoła.

JOANNA
A teraz jużem dumna.
Dotknęłam twego kolana,
chcę ciebie uznawać pana.
Poza mną, poza mną trumna,
poza mną Śmierć i lęk.
Weselny słyszę zgiełk i szum.

ARES
Uderzać mieczami o tarcze.
Chcę słuchać zwycięskich dum.

(W salach pałacu odzywa się muzyka).

JOANNA
Twojej miłości wystarczę,
miłosnym chętna upałom.

ARES
Powaliłem rycerzy zastępy,
z pęt wyzwoliłem ducha;
rozkoszy śmierci zaznali,
ty zaznasz rozkoszy ciała.

JOANNA
Twoja je rozkosz ocali
z mąk ducha i ducha bolu.
O ty, któryś je porwał ogniem,
bierz rozkosz...

CHÓR BOGINEK
Powstaniem za jego głosem
i mnogie zapory pogniem.
On włady wojennym losem.

ARES
Zwycięstwo zyskałem w polu,
zwycięstwo zdobyłem krwi,
narody zbudziłem do życia.

JOANNA
Miłość zdobyłeś tajemną.
Byłam bolesną i ciemną,
serce pojmałeś z ukrycia.

ARES
Jakież cię nędze trapią,
jakież niepokoje cię łamią,
ty piękna, jeśliżem rzekł,
żem pobił i zwyciężył bojem - ?

JOANNA
To serce drży niespokojem.
Pobiłeś rycerze w boju,
lecz ja się troskam w niepokoju,
bo walczył wzajem mąż i brat,
a nie wiem, jaki walki bieg,
i nie znam jeszcze krwawych strat,
czyli mam płakać męża,
a cieszyć się brata zdrowiem,
czy bratowego zgonu
płakać, a męża kląć zabójcę - ?

ARES
Zapomnij, zapomnij, niewiasto.
W pożarach wzdęło się miasto
krzykiem i wojny wrzaskiem.
Otoczęć łun złotych blaskiem,
nacieszę widokiem plonu.

JOANNA
Zwycięski wchodzisz w te progi,
gdzie latmi zerdzałe wrzeciądze
i czas upłynął mnogi,
jak nie wszedł nikt godny.

ARES
Wnoszę zwycięską moc.
Pobrałem zastępy tłumne
i podeptałem dumne.

JOANNA
Wzeszedłeś na jedną noc.

ARES
Na jedną noc ty moja.

JOANNA
Daj patrzeć - twoja to zbroja - ?

W bojach już razy tyle.
(wskazuje leżącą opodal zbroję Aresa)
Szczęsno spominać te boje,
wspominać zwycięstwa chwile
na smutku dzisiejszej żałobie.

ARES
W zwycięstwie myślę o tobie,
o tobie, miłosna pani,
i dar twój biorę w ofierze.

JOANNA
Jesteś ten, któremu ja w dani
miłość moją przynoszę,
i ten, w którego wierzę.

ARES
(wiedzie ją ku drzwiom pałacu)

JOANNA
(we wrotach zatrzymuje się)
(patrzy na Boginie).

BOGINIE ZWYCIĘSTWA
(stulają skrzydła).

JOANNA
Co one robią?

ARES
Skrzydła kładą.

JOANNA
Nie będą walczyć - ?

ARES
Więcej nie. -
Cóż twarz twą w lęku chylisz bladą?

JOANNA
To źle. - - -

BOGINIE ZWYCIĘSTWA
(kładą się do snu w przysionku pałacu).

JOANNA
Co one czynią?

ARES
Sen je ściele.
Spełnione dzieło. - Patrzaj, wieńce
kładą pod czoła, snu spragnione. -
Cóż lice chowasz wylęknione?

JOANNA
Nie zbudzą się do walk?

ARES
Już nie.
Cóż drżysz i szlochasz w męce?

JOANNA
To źle. - - -

ARES
(wiedzie ją w podwoje pałacu)
(muzyka coraz cichnie).

KORA
(jako królowa)
(pojawia się w salonach pałacu).

JOANNA
Kto jest ta, która przechodzi
przez jasność sal, jako pani?
Wszyscy, jak jej poddani - ?
Jakaż cichość za jej każdym gestem -
jeno drzewa z ogrodu szelestem
drżą - - -

KORA
(wchodzi do przedsionka pałacu)
Oto pani jestem.

JOANNA
Powiedz, piękna - zdajesz się władnąca,
czyliś nocy królowa tajemna?
Miłość nas wiedzie,
a światła przed nami gasną
i droga staje się ciemna - ?
Oto miłosna w pałacu tym błądzę.
Ktoś jest - ?

KORA
Ja tutaj rządzę.

JOANNA
Oczy twe płomieniące,
dziw w oczach twych i głębie,
przetom zlękła jako gołębie
i nogi pode mną drżące.

KORA
Zaszłaś w kraje tajemne.
Z Plutusem święcę gody,
a oto teraz idę zwiedzać spichrze.
Oto część mej urody
straciłam na jesiennym wichrze
i na jesiennym chłodzie;
fala niesie po wodzie
moje złote kosztowne listowie.
Lecz cyt.... cicho - - tam groby,
tam pod ziemią śpichlerze,
tam idę.

(zwraca się do orszaku)
Podajcie złote klucze.

(przyjmuje klucze)
Zamykam nimi serca,
zamykam nimi dusze.
Oto wieki ożywię idące.
Wieki i lata, co przyjdą,
żyć będą ziaren tych treścią.
Ziemia rodzić będzie,
kędy siew padnie zdrowy.
Ludzi zbudzę, roześlę orędzie
na żywot - żywot nowy!
Pokoleniom ostawię czyny,
po ojcach wielkich - wielkie wskrzeszę syny -
kiedyś - - będziecie wolni!

Co złego w was i co marne,
to jako plewy i ziele złe zgarnę;
co chwastu na waszej roli
i co szkodzi wam, i co was boli,
to ukoję - czasu przebiegiem.

Przejdziecie jeszcze niejedną nędzę
i niejedną przebolicie próbę.
A jeżeli lichego serca ludzie
w was samych gotują wam zgubę -
ja ich powołam - i jak plewo zmiotę!
I w ziarnach tu - na dnie - przechowam cnotę!

Za czas znów wrócę - i jeszcze razy wiele
przyjdę - Wiosna, z gwiazdą na czele,
i żywot dam - tlejący w zgliszcz popiele! -
A dzisiaj - kres. - Krwi przelanej nie zmarnię.

Krwią pola a role użyźnię
i synów z krwi tej dam - kiedyś - Ojczyźnie.
Dzisiaj kres. - - -

JOANNA
Co ona mówi - !

KORA
To wola!
Słyszysz skargi Eola - ? - - -
Rządzę tu gospodarnie.
I zapęd, i siłę skryję,
przechowam lata długie
i kiedyś ich - - - - użyję!!

(rozkłada ręce)

W sen, w sen, w sen, bogowie,
w sen, ludzie, strudzone dusze!
Zaklinaniem was muszę!
Wolą mam w Słowie!!

(gestem)
(każe przejść Aresowi i Joannie).

ARES i JOANNA
(idą do wnętrza pałacu)
(światła za nimi gasną).

KORA
(staje wśród śpiących Bogiń)
Hej, wy boginie - w śnie - ?!
Hej, wy moi goście skrzydlaci.
Kiedyś przyjdzie znowu ten czas,
gdy Pallas wezwie was
i zwycięski dług wam zapłaci.
Zapamiętajcie słowa.

(zamyka drzwi pałacu kluczem).

DZIECI EOLA
(w szumie drzew)
Królowa - królowa - królowa - - -

KORA
(zapada się).


SCENA IX

TEATRUM STANISŁAWA AUGUSTA

W Stanisławowskim parku, na ostrowie,
jest teatrum Króla Jegomości.
Ponad wodą na podium jest scena,
przeciw sceny półokrqgle dla gości.
Przeciw sceny na kamiennym otoczu
siedli w tronach wielcy tragikowie.
Co się kiedy na scenie tej dzieje,
patrzą oni, co dzieła tworzyli.
I tej nocy, gdy jesień się sili,
zeszedł księżyc w drzew suchych przeźroczu
i w tym dziwnym odblasku księżyca
sterczą rujny i w gruzach świątynie.
O północy, o dwunastej godzinie
przyszli ci, co w wojennym czynie
polegli, przyszli gromadą
i na stopniach na podium przysiedli,
oczekujący.

GENERAŁ GENDRE
Czas mnie, hej, Boże, czas
na tamten lepszy świat.
Słowianin ja, wasz brat,
ja był z wami niezgodny,
podłości spętany kajdanem,
tak ja dziś stanął za majdanem,
dziś do mnie złość nie ma przystępu,
ani zawiść, ani małość podła;
Boża mnie to ręka wywiodła.
Bracie w męce, podajże ty dłoń.

STANISŁAW POTOCKI
Precz! - Dusza się moja wzdryga.
Co ty za duch - ty mój wróg;
nie ten ci mój - co tobie Bóg.
Jakoż podam dłoń?

GENDRE
Ja widzę, iż ciebie pali skroń.
Tyś powalony mieczem padł - ?

POTOCKI
Własny zabijał mnie brat
i własny syn złorzeczył.
Przekleństwem mnie Bóg strącił, Kat.
Jemużem dziś władztwa przeczył;
jakoż mnie pchnął los w ten bój,
gdym chciał boju powstrzymać i ognie;
czylim wiedział, że zapęd mnie pognie
i połamie jak zbroję skruszałą,
a serce się ozwało
za późno. - O syny, o ojczyzno, o bracia!
Daleko wy ode mnie, daleko.
Już mnie glosy wieczyste wezwały
już tylko wołań mych echo
jękliwe w parku się błąka;
już mi czekać, bym rychło powiezion
był w miejsce spokoju, gdzie łąka
wiecznie kwitnąca; - -
a dusza jeszcze tęskniąca -
a serce, czego nie przebolało
żywe,
teraz się upomniało tęskliwe.

GENDRE
Wot tobie, duszo, upały,
a sercu mojemu mroźno,
czyli mój syn ostał się cały?
Syn jedynak - dziecina miłości -
czy mi jego też Boh pozazdrości?
Czyli on też będzie ojcu towarzyszem
i w uścisk obejmie szyję,
i pocałowaniem zmyje
z mych ust słowa trwogi, i lęki
wyżenie precz i wypije - ?
O dziecię, o synu jedyny!

POTOCKI
Jakież były moje ciężkie przewiny?
Giną z oczu, zanikają z myśli. -
Otośmy tu duchy przyśli,
rozkazem nieśmiertelnych wołani.

CHÓR POLEGŁYCH
Popłyniem polegli ku otchłani.

POTOCKI
Patrzę jeszcze w świat ten, jak zanika,
i wraz tracę z myśli, co się stało;
coraz giną moje czyny i błędy,
jeno spokojność dziwna wszędy.
Jakież były moje przewiny?
Za broń wzięły ojce i syny
i na się wzajem godziły
w zapamiętaniu, w obłędzie. -
O, jakożem stawał za sędzię
tym, co sprawiedliwie walczyli?
Zali sprawiedliwość i sąd
śmiertelnym nie największy błąd?

GENDRE
(wśród oczekujących poznał syna)
(przygarnia go ku sobie)
O, syn mój, poznaję cię, synu!
Tyżeś to koło mnie, dziecino?
Sięgałeś ręką wawrzynu,
aż Śmierć zadzwoniła godziną
wskazane dla ciebie piętno.
Będzie twa dola pamiętną.
Lecz któż tę pamięć zapłacze,
twoją dumę i wolę junacką?
Zapłakałby i sam Car, Kozacze,
że ty wmieszał się w tę bójkę lacką
i padł pierwszy, jako podcięty kłos żyta;
jako jabłoń, gdy w płatkach okwita
i ostrzejsze powieją nań zwieje,
tak ty spadł, jak ten okwit, co mdleje.
I z ojcem, przy ojcowej piersi,
razem na tamten raj idziem najpierwsi.
Cóż nas czeka? Pójdziem ku otchłani,
przez piekielne pustynie gnani?
O, gdzieżeś, pokoju wieczysty?
Kraj mamy przegonić ognisty - - - ?

SYN GENDRE
Ach, ojcze, łzy cudze palą.
Łzy cudze na twarz mą upadły
i przez to lica syna twojego pobladły,
bo trwogą zjęty i strachem,
że te łzy zaciążą przed Bogiem,
bo ja zabójca był w tej wojnie z Lachem.

GENDRE
Synu, zabijałeś w obronie!

SYN GENDRE
Jakoż nie mieli walczyć,
gdy okręt i łódź ich tonie;
widno ognie i żar wrzał w ich łonie.
A ja byłem pośród nich przeklęty
i miecz mój, i moja dola,
i szedłem z tą klątwą do pola,
i padłem jako kłos zżęty.
Snadź Boża była ta wola.
Pójdziem, ojcze jedyny, w kąt święty,
kędy Cary będą nasi ojce,
gdzie wszyscy równi i bliscy,
i ci górni, i wyniośli, i niscy,
kędy będziem rówieśni mołojce,
śród kwiecia, pośród uroków.
Rzucamy ten kraj mętów i mroków
i dusze oczyścim winni,
i będziem za łaską Bożą,
jako są czyści i niewinni,
gdy przeminie czas piekieł niewoli.
Ach, ojcze - - - !

GENDRE
Coć jest, duszo-synu?

SYN GENDRE
Serce boli,
żem nie kochał - skorom był tam żywy,
a mogłem być kochaniem szczęśliwy.
Żem był, ojcze, dla wielu ohydą
i iż nienawidzili mnie.
Więc, jak widzę ich, że teraz idą
razem ze mną i z nami, kędy przeznaczenie,
to mnie ściska ból serce i duszę,
i dumę moją dawną,
i dawną pychę marną kruszę,
i chciałbym uzyskać przebaczenie.

GENDRE
Śpij, uśnij, dziecino-synu.
Śpij w wieńcu złotym wawrzynu;
położy-ć go dłoń Boska w dań.
Upadłeś jako pierwsza brań.

SYN GENDRE
Tak tęsknię, ojcze, do świtu,
do jasnego, czystego błękitu;
bodaj zeszła ta trwóg pełna noc. -
Któż to może? - Kto to jest ten Bóg,
co posiada nieśmiertelną moc
przegonić precz ciemnie i mgły
i sprowadzić pogodą kwietne sny,
i powieść nas w jasność i światłość dróg?

GENDRE
O synu, przeklął nas Bóg.
O synu, nie pytaj starego,
ileć ręce zdziałały złego,
ilekroć ciebie pchnęły ku czemu,
i duszę skalały młodą.
Teraz nas wichry powiodą
w noc jeszcze większą i groźną.
O, czujesz, jak wieją mroźno?

SYN GENDRE
O, nic to, ojcze, te mrozy,
jeno łzy te bratnie i siostrzane;
tych straszną, palącą ranę
czuję -
ta rana wskroś duszę dojmuje
i jakby ukaźne łozy,
zabija, męczy, katuje.
Te łzy, które oni płaczą -
o, patrzaj - na nich - przeklęli. - - -

POTOCKI
Odwrócili się ode mnie Anieli.
O, kędyż jasne słońce?
Kędyż skrzydeł ich przedsłanne gońce?
Ostała przy nas noc i pustość strachu.

PALLAS
(wchodzi)
Kto tu się skarży?

CHÓR POLEGŁYCH
To my.

PALLAS
Kto wy?

CHÓR POLEGŁYCH
Spętane lwy.

PALLAS
Czyją wy ujęci ręką?

CHÓR POLEGŁYCH
Męką.

PALLAS
Kto was tu zaprzągł?

CHÓR POLEGŁYCH
Śmierć.

PALLAS
Wy padli, pierwszy łup. - -
A ty co za jeden? - Hej?

GENDRE
Trup.

PALLAS
A ty kto?

POTOCKI
Marny cień.

PALLAS
Wytniemy wszystkich w pień,
nim zejdzie dzień.
Przybędą towarzysze.
O, patrzajcie, tam w oddali, w pałacu,
poprzez wodne spojrzyjcie kryształy:
oto dom z kolumnami.
Tam Ares w okowach miłości.
Za chwilę Ares będzie z nami
i wszystko ponurzy we krwi.

GENDRE
Potrząsaj ty daremno twą żerdź;
przecz nie wiesz, ze Zews z ciebie drwi
i zapęd twój lwi
za czas się skończy?

PALLAS
Heu?

GENDRE
Przybył tu poseł gończy
i wężownicą potrząsał,
i cały świat, co się dąsał,
ujął w spokój - i skon zapowiedział,
a tyś, duchu wspaniały, nie wiedział,
ze my spokoju czekamy
i że do łodzi zejść mamy,
i płynąć na święte wody,
w wieczystą noc.

PALLAS
A ten młody?

GENDRE
Mój syn - nie budź - niech śpi.
Spokojność jemu oczy zawarła.
Calem bluźnił, że śmierć niezbłagana
żywot jemu w kras pełni wydarła,
aż oto szczęściem niezwodnym
ja ojciec sercem niegodnym
u łona go tulę na skon.

PALLAS
Kto idzie?

CHÓR POLEGŁYCH
Oto zwiastun - to on!

HERMES
(wchodzi)
Zbłąkane duchy - precz!

PALLAS
Zabieraj swoją właść.
Co mieli pierwsi paść
w ofiarnicy mężów,
tych masz - oto pozbawieni orężów.
Bierz ich jak swoją brań.

HERMES
Ty sama masz się oddalić.
Przynoszęć rozkazanie.

PALLAS
A czyjeż to przynosisz wołanie?

HERMES
Tyś ludy biegła rozpalić.
Oto ogniem spłonęło miasto.
Ares odebrał swą dań.
Wracaj, niewiasto!

PALLAS
Jako Ares wziął swoje wiano?
Zwycięstwa mu nie dano.

HERMES
A oto Ares we chwale
zwycięstwem cieszy się cale.

PALLAS
To złuda - to podstęp mój,
bym go miała dla mnie po niewoli.

HERMES
Jego już Zews nie zwoli. -

PALLAS
Podstęp!!!

HERMES
To twoja broń.
Zwołaj twoje duchy i zgon.
Kres twemu władztwu kładę.

PALLAS
Śmieszże ty mnie niweczyć przez zdradę?!

HERMES
"Pójdziesz i zniweczysz Palladę"
twój rodzic wyrzekł sam.
Zwołaj twe duchy i zgoń,
i pilnuj do olimpijskich bram
skądeś je zwołała.

PALLAS
Cóż pozostanie ludziom?

HERMES
Próżna chwała.
Będą walczyć, jako wydolą sami,
a ty wracaj z Egidą i duchami,
z tarczą twoją, bijącą płomieniami,
i dzidą, co wybija hasło.

PALLAS
Tam duchów tysiąc zawrzasło,
tam gore całe miasto.
Poczęli dzieło krwawe!
Mamże im odebrać Sławę?!

HERMES
Wracaj, niewiasto! -
Wężowy chylę splot.
(nachylił laski wężowej).

PALLAS
(schyla głowę)
Uznajęć, synu Mai.

HERMES
W lot!

PALLAS
(nawołuje)
Hej, Zewsowe orły, które pioruny niosą,
niechajże się w ciszę oddalą!
Niechajże polecą ku szczytom,
ku górnym Hymetu śniegom,
ku sinym nad Hymetem błękitom!
Hej, Zewsowe dziewy, siostry płomienolice,
przybieżajcie powrotne z lotów.
Oto czas się dopełnił obrotów
i Zews groźny wasze wyrzekł granice.
Ku mnie wy z dalekosiężnymi skrzydły.
Ku mnie wy, co dzierżycie Sławę.
Bojową poczynaliśmy wrzawę,
zapalone narodów ołtarze
i oto porzucić Sprawę
Zews nam każe!
Hej, do mnie, powrotne siostrzyce!
Hej, do mnie, do mnie, orlice!!

CHÓR POLEGŁYCH
(patrzą ku stronie pałacu)
Patrzaj, skrzydlate tam się chwieją,
w przedsionku nagły ruch.
Oneć słyszą i wracać nie śmieją.
Ku wodzie przygiął je słuch.

PALLAS
(nawołuje ku stronie pałacu)
Hej, siostry, siostry orlice,
rzucajcie płonący dom!
Hej, do mnie, do mnie sam!
Zwycięstwo wasze kłam!
Biegajcie, nim padnie grom.

CHÓR BOGINEK
(przylatuje od strony pałacu)
Wzywałaś, wzywasz - ?

PALLAS
Tak. -
Przysłany straszny znak,
wężowy splot.
Musimy, siostry, w lot
wracać. -

CHÓR BOGINEK
Kto każe nam - ?

PALLAS
Zews sam.

CHÓR BOGINEK
Rzucić wojenny miot - ?

PALLAS
Wracać.

CHÓR BOGINEK
Przecz Aresowa moc
połamie czar!?

PALLAS
Zwycięstwo wasze kłam!

CHÓR BOGINEK
Z naszej ręki Ares wziął dar
rozkazem twoim i wolą.

PALLAS
Wieńce Aresa niewolą.
Syt Sławy, zwycięstwa syt,
w gnuśności legł.
Zbudzi go straszny świt.
Pokąd go duch wasz strzegł,
Amorów wiązało pęto;
gdy ocknie się ze sennych larw,
gdy pojmie zdradę przeklętą,
gdy posłyszy jęk tych dziwnych harf
i trwogą zadrży niepojętą - - - ?

CHÓR BOGINEK
(przejęte trwogą)
Siostry - - - w lot, w noc!
Gaśnie już nasza moc,
już niedaleki świt.

PALLAS
Rozwińcie skrzydła, w drogę!
Widzicie tam szerzogę - ?

CHÓR BOGINEK
Mgły sine idą od pól,
wiatr ustał - drży po fali
kobierzec złotolistych szmat.

(W oddali na wodzie ukazuje się:)
ŁÓDŹ CHARONOWA
(płynąca powoli).

CHÓR BOGINEK
Ktoże to płynie z dali?

PALLAS
Ha! - Oto płynie łódź.

CHÓR BOGINEK
(poznając)
Człowiek podeszłych lat;
ogniem mu oko pionie.
Oto zwodzi łódź wielką przez tonie.

PALLAS
Dopełnion śmiertelny ból.
Oto Charon wiedzie im łódź
nieśmiertelną....

CHÓR POLEGŁYCH
O brodź Charonie, starcze brodź
przez fale, przez wody męt.
Wyzwolin nam przybliżasz czas.
O lituj nas, o lituj nas
w ohydzie ziemskich pęt.

POTOCKI
Czegom nie zaznał w ziemskiej doli,
pojmany w ognie pychy,
pojmany w ognie gniewu,
za tym stęsknione serce boli,
że wielki, a byłem lichy.
Więc płaczę żal,
gdy mam się brać
przez noce płynąć fal
na tamten świat.

CHÓR POLEGŁYCH
Słuchajcie, skarży się nasz brat.
Wtóruje jemu szept tych drzew
do żałosnego duszy śpiewu.
Snadź-że litują jego doli,
za czym stęsknione serce boli.
Był wielki pychą, lichy sercem,
a tymże samym jemu spłynąć
wód złotlistym kobiercem.

POTOCKI
Dałeś mi. Panie, wszystkie statki
i mnogie, mnogie włości
i w rzędzie pierwszych przed narodem
stawiłeś,
jednoś nie wszczepił w pierś litości,
żem się nie poczuł syn tej matki,
której pozgonne widzę dziatki,
jak ze mną idą bratnim chodem
w tę samą noc i toń, i mrok.
Czemużeś, Panie, zaćmił wzrok,
żem nie mógł zaznać szczęsnej chwili
i być z tych, którzy mnie zabili
i sławę szczytną wzięli?
Onychże męka zbrodni pali,
na mnie się winy ciężar wali,
żem szedł ich czynom wprzek.
O Panie, losów pęd tajemny;
przeznaczeń nieodmienny bieg.
Terazże mam w okrutnej skardze
zestąpić w czółno przewoźnika
na drogę do niezwrotnych rzek -
człowiek występny, człowiek ciemny - ?
Corazże pamięć już zanika. - -
O Panie, nie szczędź mi promyka,
daj słyszeć jeden śpiew litosny,
daj jeszcze słyszeć szept tych drzew.
Czy szemrzą - ? Jakaż cisza głucha - - ?
Ktoże to płynie mętem wód?
Lud-że tych dusz za włosiem słucha?
To bracia moi? - dusz ten lud?
We wodny zapatrzeni bród.

ŁÓDŹ CHARONOWA
(pojawia się bliżej płynąca).

CHÓR POLEGŁYCH
O bródź Charonie, starcze bródź
przez fale, przez wodny męt,
nieśmiertelności cichą łódź.
Wyzwolin nam przybliżasz czas.
O lituj nas, o lituj nas
w ohydzie ziemskich pęt.

POTOCKI
(rozgląda się wśród ruin sceny)
Ojczyzna-że to moja w złomie?
Na moimże to skazy domie?
Pałac się sypie w gruz...
Dla mnie to już przekleństwo wieczne
i miecze bratnie obosieczne,
i łódź: śmiertelny mus - ?
Przebaczcie mi, przebaczcie mi,
rozpaczą żywię duch.
Oto się mój obłędny słuch
tych czepia drzew,
gdzie szumiał śpiew
niedawny na mój skon.
Gruzy koło mnie, spadły złom;
rozstąpił się ojczysty dom
i krew spłynęła z łon.

ŁÓDŹ CHARONOWA
(podpływa przed scenę Teatrum).

CHÓR POLEGŁYCH
O bródź Charonie, starcze brodź,
wyzwolin nam przybliżaj czas,
nieśmiertelności cichą łódź.
O lituj nas, o lituj nas
w ohydzie ziemskich złud.

HERMES
Skończony wasz i wczas, i trud,
pora zejść w Acheronu bród,
zapomnień na was zejdzie moc.
Do łodzi precz, precz w noc!
Powiodę was przez ciemnie dróg,
goniec stygijskich wód.

(wznosi wężownicę i zatacza nad głowami poległych)
Tym oto berłem tnę przestrzenie,
pod berłem drży podziemny świat
i moce zlękłe wszystkiej ziemi.
Spełnioneć wasze przeznaczenie,
żal próżen ziemskich strat.
Rzucajcie świat -
kędy was berła gest pożenię
wężami splecionemi!
Powiodę was przez ciemnie dróg,
w Acheronowy wwiodę bród,
jako wam losy znaczył Bóg.
Oto łódź czeka - zstąpcie w próg,
za świat - za świat - za świat!!

POLEGLI
(zstępują do łodzi).

HERMES
(wstępuje w łódź).

ŁÓDŹ CHARONOWA
(odpływa).

PALLAS
Igraszką byłam w ręku Boga
ja gwiazda, którą Bóg zapala.
Oto mię Jego głos powala,
że odejść muszę.

CHÓR BOGINEK
Cóż będzie z narodem?

PALLAS
Bez pomocy mej ostanie sam.
Zapaliłam w narodzie dusze,
skąpałam męże we krwi.

CHÓR BOGINEK
Ostawisz ich z ich krwawym głodem?!

PALLAS
Naród będzie walczył z narodem.
Dałam im szczęścia błysk przez chwilę.
Nieszczęść dopełnią sami,
gdy krokiem pójdą wstecz!
Siostry, w lot! - Wy ze skrzydłami, precz!!

BOGINIE
(na rozwiniętych skrzydłach)
(ulatują).

ŁÓDŹ CHARONOWA
(przepływa w oddali).


SCENA X

W ALEJACH UJAZDOWSKICH

Drzewa wielkim schyliły się skłonem
bezlistnych, sczerniałych gałęzi.
Cała droga liściem uścielona,
które wiatr rozgania drgające.
Noc jeszcze. Widać w oddali,
jak wojska stanęły szwadronem,
w pogotowiu.

W. KSIĄŻĘ
(sam)
(w mundurze, otulony w płaszcz)
(przechadza się wśród zeschłych liści).

KURUTA
(wchodzi)
(zbliża się powoli)
Przybył generał....

W. KSIĄŻĘ
Małczat!

KURUTA
Właśnie przybył.

W. KSIĄŻĘ
Małczat!

KURUTA
Jazdy pułki cztery
czekają.

W. KSIĄŻĘ
Niech czekają.

KURUTA
Co Książę rozkaże?
Wasza Cesarska Mość niech rozkaz wyda.

W. KSIĄŻĘ
Nie wydam.

KURUTA
Wydać trzeba.

W. KSIĄŻĘ
Na cóż to się przyda?

KURUTA
(odchodzi).

W. KSIĄŻĘ
Kuruta!

KURUTA
(nadbiega)
Wasza Cesarska Mość każe - - ?

W. KSIĄŻĘ
(daje znak, by się zbliżył)
Słyszysz ty ten szum liści i w liści pogwarze szepty - ?

KURUTA
Wot zmory - - Podal stoją straże i czekają rozkazów.

W. KSIĄŻĘ
Niechaj dzień nie wschodzi.
Kto to przybył - ?

KURUTA
Krasiński generał.

W. KSIĄŻĘ
Niech czeka.

KURUTA
I czemuż Książę rozkazy odwleka?

W. KSIĄŻĘ
To ty rozkazuj.

KURUTA
Nie wiem. - Ja nie umię.

W. KSIĄŻĘ
Wyjdź przed front i klnij głośno.

KURUTA
Książę - nie rozumię?

W. KSIĄŻĘ
Nie rozumiesz - ? Czy słyszysz, co te liście gwarzą?

(kopie nogą liście)
Szit szit - - szit... szit, te liście marzą.
O czym? - O Wielkim Księciu...? Hej...

KURUTA
(wzrusza ramionami)

Wszakci tu Wasza Miłość na czele wojsk stoi. -
Tak gotowi powiedzieć - że Książę się - boi.

W. KSIĄŻĘ
Boi się Wielki Książę nie ludzi, lecz Boga.
Jak dla mnie znajdzie drogę Bóg - tak minie trwoga.

KURUTA
(odchodzi).

W. KSIĄŻĘ
(sam).

KURUTA
(wraca)
(zbliża się do W. Księcia).

W. KSIĄŻĘ
(w zaufaniu)
Tak te drzewa na wiosnę - pędy puszczą nowe.
Tak teraz jest listopad, niebezpieczna pora.
Zaczęło się to wczoraj - tak wczoraj z wieczora.
Od czego się zaczęło - i co to się stało?
Liście spadły, tak drogę zaścieliły całą.
Liście suche, szit, szit....

KURUTA
(wzrusza ramionami)
(odchodzi).

W. KSIĄŻĘ
(sam).

KURUTA
(po chwili wraca)
(zbliża się do W. Księcia)
Przebudziła się właśnie.

W. KSIĄŻĘ
Cóż?

KURUTA
Plecie od rzeczy.

W. KSIĄŻĘ
Cóż plecie - ?

KURUTA
(wzrusza ramionami).

W. KSIĄŻĘ
A niech plecie.

KURUTA
(wzrusza ramionami).

W. KSIĄŻĘ
Niech lekarz ją leczy.

KURUTA
(milczy).

W. KSIĄŻĘ
Nieprzytomna?

KURUTA
To właśnie - choć patrzy na oczy,
ręce ku czemuś wznosi i jak we śnie kroczy.

W. KSIĄŻĘ
Wynoś się!

KURUTA
Książę panie?

W. KSIĄŻĘ
Do drogi się zbierać!

KURUTA
Lecz właśnie Księżna pani nie da się ubierać
i zrzuca z siebie stroje.

W. KSIĄŻĘ
(patrzy wielkimi oczyma)
A! A! A! Wenera!

KURUTA
Wasza Miłość - ?

W. KSIĄŻĘ
(spostrzegł Joannę)
Ot, moja pani.

JOANNA
(we futrze, półubrana)
(wchodzi).

PANNY
(biegną za nią).

W. KSIĄŻĘ
(gestem zatrzymuje orszak)

JOANNA
(nuci)
"Mówił ojciec do swej Basi:
biją w tarabany....."
Nie, to nie tak - - tak. - Mars mnie zabiera
na swoje łoże - w miłość.

W. KSIĄŻĘ
(otula ją).

JOANNA
O, czemuś ty się przebudził?! Uciekasz?! -
Stój! - Stój, kochanku! - -
(wskazuje orszak panien stojący opodal)
Patrzaj - to są moje
boginie uskrzydlone. - One swoje stroje
zwinęły; - czyli skrzydła rozchylą nad głowy?
Czyli znowu ulecą?
(jakby powtarzała za kim)

Bądź zdrowa. -
(jakby mówiła do kogoś)

Bądź zdrowy. -
Gdzie ty biegniesz? - Tyś w twoje zwycięstwo uwierzył!
Patrzaj - tyś oszukany!!! - Pożar się rozszerzył!!
Ratuj mnie!! - - Miłość moja wiąże cię w niemocy?!
Pusty pałac - ? Jak czarne okropne otchłanie. -
Noc i straszliwa głuchość. - Ulituj się, panie!
On odpycha mnie! Pęta miłości mej zrywa!
Ja byłam z tobą - w śnie moim szczęśliwa - -
(przytomnieje)
(szeptem)
To sen był - - taki był mój sen - tej nocy.

W. KSIĄŻĘ
(prowadzi ją ku głębi)
(sanie zajeżdżają w głębi).

JOANNA
(usiada w saniach)
(obok niej usiada jedna z panien).

W. KSIĄŻĘ
(odszedł od żony)
(przeseła jej z daleka całusa)
Adieu - adieu, Żaneto.
(krzyczy)
Konia!

(Żołnierze wprowadzają w głębi konia).

GENERAŁ WINCENTY KRASIŃSKI
(wchodzi).
(Sanie z W. Księżną odjeżdżają).

W. KSIĄŻĘ
(zapatrzony za odjeżdżającą W. Księżną)
(nagle zwraca się)
(spostrzega Krasińskiego)
(usiłuje sobie przypomnieć)
Prawda li to? - Jest prawda? - Tak. - Pardon. C'est vrai.
Lecz mnie uwierzyć trudno. - Tak już widzę. Chcę.
Ja was każę powiązać!
(wpatruje się w Krasińskiego)
Nie - to jest udanie.
Ja was każę powiązać!

KRASIŃSKI
(obojętnie)
Wiąż.

W. KSIĄŻĘ
O polski panie!
Wiązać was? - -
(wpatruje się w Krasińskiego)
Nie. Ja tak was ostawić nie mogę.
Wy buntowni. - Wy, jakoż nie? Tak wy Polacy.
I jakoż wy, wy polscy, wy byliby tacy,
żeby rzucić swą Sprawę - swoją Polskę rzucić
i stać po stronie Cara? - Wy potężni.
Jak ja patrzę się na was tak - że wy orężni,
tak ja blednę. - Wybaczcie, przyjacielu, bracie,
ale wy moje wrogi mnie - wy się nie znacie.
Tak wy zdrajcę!

KRASIŃSKI
(w gniewie)
Zamilcz! - -
(ochłonął)
(głosem stłumionym)
Wybacz, Książę.
Wasza Cesarska Mość w obłędzie gada
i nie zważa na cios, gdy ostre słowo pada,
słowo błędu.

W. KSIĄŻĘ
Ja jasno widzę. Ja upadłem.
Upadłem już. - Już w ogniach, hej, pobladłem.
Ja już skończyłem się. A teraz wy gwiazdami.
Tak na was czas - wy nie będziecie z nami.
Nie łudzę się. Nie, nie chcę. Zostaniem wrogowie.
Tak ja was upokorzyć chcę - wy, wy panowie!
Dlaczego jeszcze tu? - Tam miasto się gotuje.
Tam pożar wre. Powstanie? Szat. Wszyscy orężni.
Błyskawice wstrzymali w pędzie - i potężni!
A wy - czemu wy tu? - Tak ja się o was boję.
Wy trupy - - - jeśli ze mną związani w przymierze.
Wy nie wierzycie w Polskę - ? Co? - A ja w nią wierzę!
(wpatruje się w Krasińskiego).

KRASIŃSKI
Nie widzi Car, co polską wziął koronę,
że my tam trupów naszych ścielem mosty.
Nie widzi Wielki Książę brat, żeśmy wbrew woli
narodu, co nas wola tam - u jego boku
stanęli, jako mur, co brata chroni,
i dzisiaj, gdy nam Bóg na Wolność dzwoni,
my nie o sobie myślim w takiej chwili,
lecz by tej szczędzić krwi, co tam się leje,
gdyście jej tyle w kaźniach roztrwonili,
krwi naszej spodleni złodzieje.
Zginął Potocki, Blumer, Nowicki generał,
a przy Potockim byłem ja, kiedy umierał,
gdy śród poległych trupa wyszukano.
Zginął Trębicki, Siemiątkowski zginął.
Ja, Wielki Książę, jeżelim ocalał,
to nie na to, bym honor mój w podłości kalał,
by mię pod pręgierz bezwstydu stawiano.
Nie macie prawa pytać, Książę, w co ja wierzę.
Pewna, że mnie z podłością nie wiąże przymierze.
(oddaje szpadę).

W. KSIĄŻĘ
Zostaw ty to! - I waruj tu, jak pies, u moich nóg.
Cha cha! - Gdy polskie ozwało się serce,
tak ja pokażę wam, kto wasi zdzierce.
Sumienia obrachunek zrobię. Spłacę dług.
Tam, pod pokojami Belwederu, tam w lochu
człowiek jest, od lat kilku zamkniony.
Tak to perła. - Tak ty nie czujesz się zarumieniony
przede mną?!
Tak ty mówisz, że masz serce i czujesz?!
Ty spojrzyj jemu w twarz -

(nawołuje)
Hej! Straż!

KURUTA
(wbiega).

W. KSIĄŻĘ
(szepce mu do ucha).

KURUTA
(staje zdumiały).

W. KSIĄŻĘ
(przynagla gestem).

KURUTA
(odchodzi).

W. KSIĄŻĘ
Skończył się Wielki Książę -
(zrywa z piersi gwiazdę i ordery)
(depce nogami)
Precz, precz - depcę, gardzę
To nic - to wszystko dał mi Car. -
Nie chcę - nie.
(nasłuchuje)
Słyszycie - tam - ? Ta noc, jak wicher hula - dmie.
W noc taką skonał ojciec mój. - -
(nagle trwoży się)
Ja nie był jego kat!
(krzyczy)
(zasłaniając oczy)
to brat - to brat, to brat, to brat, to brat!!

KRASIŃSKI
(stoi nieporuszony)
(w głębi armaty przeciągane przejeżdżają)
(ku prawej stronie).

W. KSIĄŻĘ
(idzie ku generałowi Krasińskiemu)
(chwyta go za guz munduru na piersi)
(śmieje się)
(wskazuje w głąb).

KRASIŃSKI
(patrzy we wskazanym kierunku).

W. KSIĄŻĘ
Tak ja tu klejnot mam! - Ja ci pokażę.
Prometeusz wasz polski.
(wskazuje)
Ot, wiodą go straże.

WALERIAN ŁUKASIŃSKI
(ślepy)
(w łachmanach, w kajdanach na nogach i rękach)
(wchodzi)
(prowadzony przez straż).

STRAŻ
(wiąże Łukasińskiego do armaty)
(zdejmują mu kajdany z nóg).
(Słychać dzwony z Warszawy).

W. KSIĄŻĘ
(idzie ku głębi)
(dosiada konia).

STRAŻ
(oddala się od Łukasińskiego).

ŁUKASIŃSKI
(poczuł ze straż już się odeń oddaliła).

I poczuł, ze chwila wolności nadeszła,
ta chwila, w której go wiodą;
choć skuty w kajdany,
do działa związany,
to jednak ci jego wrogowie
jak tchórze tej chwili
zadrżeli, zwątpili -
powietrze czuć swobodą.

I poczuł, że bracia
wzlecieli orłowie,
wzlecieli tam w Warszawie;
że dzwony, co biją,
wieść niosą gloryją,
że wstali bohaterowie.

"Wytrwania! Wytrwania,
o dajże im. Boże,
niech siły ich się nie zmamią.
Bądź srogie więzienie
wieczyste me łoże
i żywot jedyną męczarnią.
Niech wloką, niech wloką,
niech w lochy zakują,
niech sępy żreją me ciało,
by ino tym braciom,
co dzwonią w Warszawie,
zwycięstwo się walki dostato".

I dłonie przed siebie wyciąga, i słucha,
wiew każdy powietrza czuje
i twarz mu się mieni,
w zachwycie jest ducha,
spełnione dzieło zgaduje.

Uklęka - łzy cieką,
pierś łkaniem się wstrząsa,
radością płonie oblicze
i szepce, a trudno mu słowa się wleką,
modlitwy łka tajemnicze:

"O, pójdziesz ty kiedyś,
mój duchu, na gody
za kaźń twą, żywota gorycze.
W tych dzwonach z Warszawy
do ciebie to gońce:...."

Witaj - Jutrzenko - swo-bo-dy - -
za to-bą - zba-wie-nia - Słoń-ce.

(powstaje).

KRASIŃSKI
(przysłania twarz dłońmi).

W. KSIĄŻĘ
(rusza z miejsca).
(Rozpoczyna się pochód).

--------------------------------------------------------------------------------


scena 1 scena 2 scena 3 scena 4 scena 5
scena 6 scena 7 scena 8 scena 9 scena 10